Start Szukaj Regulamin MovieQuiz Filmy w TV Użytkownicy   Załóż konto Zaloguj się
Nowe posty Subskrypcje Moje posty Ulubione Ustawienia    
mapleleaflady
Avatar użytkownika
Pasjonat kina
Nie określona
Plakaty:
7086455.2.jpg

Twórcy:
Reżyseria: Baz Luhrmann
Scenariusz: Baz Luhrmann, Craig Pearce
Muzyka: Krist Novoselic, David Baerwald, Chris Elliott, Baz Luhrmann, Craig Pearce, Steve Sharples, Marius De Vries, Steve Hitchcock, Craig Armstrong
Zdjęcia: Donald McAlpine


Obsada:
Nicole Kidman: Satine
Ewan McGregor: Christian
John Leguizamo: Henri Toulouse-Lautrec
Jim Broadbent: Harold Zidler
Richard Roxburgh: Książę
Garry McDonald: Doktor
Jacek Koman: Argentyńczyk z narkolepsją
Matthew Whittet: Satie
Kerry Walker: Marie
Caroline O'Connor: Nini Legs-in-the-Air
Christine Anu: Arabia
Natalie Jackson Mendoza: Chińska Lalka
Lara Mulcahy: Môme Fromage
David Wenham: Audrey
Kylie Minogue: Zielona Wróżka


Fabuła:
Koniec XIX w. Klub Moulin Rouge uważany jest za jedno z najbardziej śmiałych miejsc na świecie. To tu co wieczór spotykają się najbogatsi panowie aby popatrzeć na urocze tancerki i oderwać się od szarego, codziennego życia. Toulouse Lautrec znalazł tam temat dla swoich obrazów, ale okazuje się, że Moulin Rouge to również miejsce, gdzie można znaleźć miłość...


Mimo, ze jestem fanka Buzza Luhrmanna i naprawde podobal mi sie "Romeo+Juliet" (mimo, ze inni miloscniy Szekspira go zjechali, ja uwazam, ze wyszloz tego calkiem mile dzielo) na poczatku myslalam, ze to bedzie totalna kleska.
Ale okazalo sie zupelnie inaczej...
Przede wszystkim, aby polubic ten film, trzeba lubic miusicale. Ktos, kto nie ma wyobrazni i w dodatku nie lubi muzuki, bedzie psoiczyl dlaczego Satine mieszka w sloniu, i dlaczego nagle z sali teatralnej przenosza sie na lake...
JEst to opowiedziana w retrospekcji historia zakazanej0 jak na czasu revolucji - milosci: mlodego Anglika, poety Christiana (Ewan McGregor) i kurtyzany Satine (swietna Nicole Kidman, ktora tylko czasami zapomina o swoim akcencie ), perly kabaretu i burdelu Mouline Rouge, znajdujacego sie w "dzielnicy grzechu" Montmartre w Paryzu. Od poczatku wiemy, jaki bedzie koniec i w calym filme nie chodzi tez o to, aby dowiedziec sie jak doszlo do tragedii. Chodzi o samo obserowowanie losow bohaterow. I samych bohaterow, ktorych naprawde jest tutaj cala plejada.
Zaskoczylo mnie, jak bardzo ten film mi sie spodobal. Poczatek nieco sie dluzy, ale juz scena polyki Satine w jej pokoju w wielkim sloniu jest mistrzostwem.
PostacChristiana jest cudowna - jest mldy, niedoswiadczony, bezkompromisowo i slepo wierzy w milosc, co czyni go podobnym naiwnoscia do dziecka. I wlasnie w tej swojej bezgranicznej wierze jest postacia, ktora pokochuje sie od pierwszego wersetu.
Natomiast Satine jest kurtyzana z marzeniami, co nie dyskwalifikuje jej jako czlowieka. Wie, co robi, ale czyni to swiadomie dla swej wlasnej przyszlosci. Nie chce byc kurtyzana do konca zycia. Nie ejst jednak do tego stopnia zepsuta, aby nie umiec kochac, wrecz przeciwnie - kocha i to miloscia tak wielka, ze woli ja poswiecic niz stracic zycie ukochanego.
Jest jeszcze kilka postaci, m.in. Toulouse-Lautrec, mezczyzna niskiego wzrostu ale wielkiej wyobrazni i wspolczucia, czy Harold Zidler, dyrektor kabaretu.
Ponadto na uwage zasluguje cala idea bohemy (ja osobiscie sie znia identyfikuje, chociaz przez przeszlosc, ale to juz nalezy do ksiazek, a konkretnie poezji...), zgraja grajkow i ich idee wolnoasci, prawdy piekna i milosci.
To, co mnie zaskoczylo to muzyka. Swietne polaczenie delikatnych ballad, tradycyjnych rytmow podspiewek z 1899 roku razem z przebojami wspolczesnosci. Ja osobiscie lubie wlasnie polaczenia takie - jak "Obledny rycerz". Ale jeszcze ciekawszym zjawiskiem jest spiew. W czasie ogladania zupelnie nie pamietalam, ze przeciez Nicole Kidman spiewala z Robby'm Wiliamem, wiec pierwsza mysl jaka wpadla mi do glowy: kto przypuszczal, ze Kidman i McGregor umieja spiewac?? Ja nie! UIrzekl mnie gleboki glos McGregora, ale Kidman dorownywala mu nie tylko tonasja, ale i moca. Piosenek w ich wykonaniu, ballad, moglabym slochac na okraglo. Na szczegolna uwage zasluguje jedna z nich, swoista mieszanka tego co najlepsze. Wytrawny muzyk powinien rozpoznac wszystkie uzyte w balladzie "Elephant Love Medley" kawalki, ogolnie zna sie je ze slyszenia.
Piekny film, ktory znokautowal nas prawda zyciowa:
The greatest thing you'll ever learn is just to love and be loved in return!
_________________
mapleleaflady used to be kathy lee
----
You're funny! But looks isn't everything...

Ostatnio edytowano 27.08.03, 23:41 przez mapleleaflady, łącznie edytowano 1 raz
Aeth
Avatar użytkownika
Niewolnik kina
Nie określona
O tak, Kathy, masz absolutną rację. Ja musicale kocham, swego czasu oglądałam wszystko, co leciało kiedyś w tv, więc gdy tylko usłyszałam o nowo nakręconym musicalu, aż zawrzałam i do kina powędrowałam :). I jak do tej pory film widziałam cztery razy. Uwielbiam, po prostu. Zmusiłam matkę, żeby to obejrzała, nawet ;). W każdym razie, o piosenkach może najpierw. Wykorzystanie znanych utwórów i odpowiednie zmodyfikowanie ich i wykorzystanie w musicalu okazało się zabiegem jak najbardziej udanym i w dodatku świetnym. Jak sobie przypomnię Ziddlera śpiewającego "Like a Virgin" to mnie znosi na podłogę. Utwory muzyczne stoją na wysokim poziomie, ale ja też, Kathy, zaskoczona byłam, że McGregor i Kidman potrafią tak dobrze śpiewać (Kidman śpiewała z Williamsem po filmie ;)). Główną pioseknę w ich wykonaniu bardzo lubię (szkoda tylko, że nie mam w domu OST...). Wszystko w tym filmie było wspaniałe, scenografia, kostiumy, choreografia (te tańce w Mouli Rouge), zdjecia. Majsterszyk. Zadziwia mnie, że jeden reżyser potrafił to wszystko kontrolować ;).
Poza tym film jest też świetną komedią, przynajmniej w pierwszej godzinie i można się naprawdę uśmiać (moja ulubiona scena - w słoniu, kiedy próbują przekonać księcia do wystawienia spetkaklu). Gra pomyłek, improwizacja, no bomba! Uwielbiam takie rzeczy.
Zaskoczyła mnie jedynie końcówka, a właściwie początek... No cóż... :|
Piękny film....
_________________
http://forumrpg.nazwa.pl - największe polskie forum poświęcone PBFom
"ONLY ACTORS WERE HARMED IN THE MAKING OF THIS FILM"
"Ohana to znaczy rodzina, a w rodzinie nikogo się nie odtrąca ani nie porzuca."
"[...] a world of cold, darkness and unrelenting pressure. The movie business."
mapleleaflady
Avatar użytkownika
Pasjonat kina
Nie określona
Najpier: moze spiewala po filmie, ale piosenka byla wypuszczona przed filmem, a w zasadzie to nie ma znaczenia bo mnie oswiecono juz po zachwytach :-D
No nie, ze worwadzenie piosenek jest superowe? Masz racje, Zidler i Maddona to bylo cos, niezapomniane przezycie! Piosenki genialne, ale musze powiedziec, ze w porownaniu z reszta na soundtracku to ja slucham tylko tych Kidman i McGregora.
Po tym filmie go polubilam. Znaczy "Trainspotting" widzialam, ale rla malo wdzieczna, EI tez, ale byl jakis dziwny, z broda... a tu - cudenko :-D
Moja ulubiona scena to dokladnie ta sama!! I jeszcze scnea na zakonczenie, jak ona spiewa na scenie "Come what may" a potem umiera. Lubie te scene z dwoch wzgledow: nie wiadomo bylo czy *** od pistoletu czy z choroby i niezle sie obserwowalo cale zdarzenie. A drugi powod to smier. Juz tak mam, ze prawdziwe romanse lubie jak koncza sie nieszczesliwie (wydaje mi sie, ze wtedy dana osoba jest bardziej doswiadczona i jakby bohaterska)
W zasadzie kilka niezlych tekstow bylo w tym filmie.
Piekny film...
_________________
mapleleaflady used to be kathy lee
----
You're funny! But looks isn't everything...
sarna23
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Ten film mnie rozwalił!!!!! Co za badziew!!! Ledwie uszłem z życiem.
A scena, gdy słyszę nirvanę i oni zaczynają do tego śpiewać i tańczyć!!!!!!!!1 W pewnym momencie zacząłem się ostro śmiać i tak mi zostało do końca tego "czegoś". Wiem, że nie chcę już tego widzieć i nikomu nie polecę.
_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku
mapleleaflady
Avatar użytkownika
Pasjonat kina
Nie określona
Trzeba bylo nie ogladac... Poza tym recenzja w Twoich slowach nie brzmi zachwycajaco, bo ja nadal nie wiem co Ci sie nie podobalo...
Nie wiem, czy to kazdy widzi, ale ten film specjalnie jest zrobiony w lekki kiczowaty sposob. Takw lasnie ma byc.
Co do Nirvany - kwestia gustu.
_________________
mapleleaflady used to be kathy lee
----
You're funny! But looks isn't everything...
sarna23
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Nie lubię musicali to po pierwsze... dla mnie one umarły wraz z Asterem (no może Hair jeszcze się dało luknąć :))
kiczowata historyjka
te piiosenki... powinny zapaś na dłużej w głowie... nic poza nirvaną nie pamiętam że tam było
obejrzałem bo należało zobaczyć coś nad czm sie tyle ludzi zachwyacało... oczywiście nie w kinie...
większośc scen po prostu błeeee
przewalony słodyczą w grze, muzyce, śpiewie, kolorach, strojach... błeeee
chyba starczy
_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku
drooido
Pasjonat kina
Nie określona
Hmmm, byl pewien okres w moim zyciu, ze tez ogladalem musicale i lubilem je bardzo... Potem przeszlo mi...
MR obejrzalem dawno temu :) ale podobalo sie mi, przypomnialem sobie o musicalach...
A film jak rasowy musical musial byc pelen kolorow, slodyczy i pewnego rodzaju kiczu...
Co najwazniejsze swietna muzyka, bez nie film bylby bezwartosciowy....
Ryane
Avatar użytkownika
Administrator
Mężczyzna
It's the Moulin Rouge... te słowa Harolda Zidlera długo pozostaną mi w głowie. Film wywarł na mnie ogromne wrażenie. Dzięki niemu zrozumiałem, że w rzeczywistości potrafię być całkiem wrażliwy, jeśli chodzi o historie miłosne. Ten film wycisnął mi łzy z oczu.

Do tej pory słucham czasami ścieżki dźwiękowej. Jest genialna. Powiedziałbym nawet że najlepsza jaką słyszałem. Craig Armstrong wykonał wielkie dzieło tworząc muzykę do tego filmu. Istnieje 2-płytowa wersja ścieżki dźwiękowej. Na drugiej płycie znajduje się więcej utworów w wersji filmowej i instrumentalnej.
_________________
Today we work hard --
So we can celebrate tomorrow.
patelnia teflonowa
Avatar użytkownika
Adept
Nie określona
dawno nikt nie zagladal do tego tematu.to moze ja cos skrobne;)
moulin rouge...chyba moj ulubiony musical(choc przyznaje,ze zbyt wielu ich w zyciu nie obejrzalam)
po tym filmie mialam swoista manie ewana mcgregora,ktora na szczescie minela po jakims czasie;)
ogolnie uwazam ten filmik za udany.swietne kostiumy,dekoracje,choreografia...
no i muzyka przede wszystkim,soundtrack bardzo przypadl mi do gustu
a mcgregor i kidman naprawde mnie pozytywnie zaskoczyli swoimi umiejetnosciami woaklnymi
zgadzam sie,ze historia moze zbyt naiwna i sentymentalna,ale taki jest urok musicali
mnie sie w kazdym badz razie podoba(i to bardzo);D
KoZa
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Dla mnie ten film to przede wszystkim muzyka! Cała reszta, powiem szczerze, miała dla mnie znacznie mniejsze znaczenie. Przerobione sławne utwory powodowały wykwit uśmiechu na twarzy, a pojawienie się słów "Show must go on" moje święte oburzenie (nic na to nie poradzę - dla mnie branie się za utwory Queen to świętokradztwo; to bardzo subiektywne odczucie ;) ). Z drugiej strony, obecność McGregora bardzo korzystnie wpłynęła na mój odbiór filmu, gdyż tegoż aktora szczerze uwielbiam!
_________________
Niezależny Blog Graczy - o grach, subiektywnie.
lalapo
Avatar użytkownika
Moderator
Kobieta
Wczoraj obejrzałam ten film po raz drugi. I po raz drugi zrobił na mnie ogromne wrażenie, a przede wszystkim muzyka. Była piękna. Gdy usłyszałam doskonale znane mi utwory w nowej aranżacji, na mym ciele pojawiała się gęsia skórka. Zaczęłam się zastanawiać w jaki sposób Luhrmann wpadł na pomysł stworzenia tego filmu. Czy było to poczas gdy słuchał odpowiednich utworów i w wyobraźni powstała cała historia, czy też musiał szukać pasujących piosenek do stworzonego wcześniej scenariusza?

Co mnie jeszcze zachwyciło w tym filmie to cała ta kiczowata otoczka. Kiczowata scenografia i stroje pozytywnie wpłynęły na odbiór tego filmu. Sama historia również balansuje na granicy kiczu/banału. Ile razy można było to spotkać w różnych tanich romansidłach. Wszyscy doskonale wiedzą jak się potoczą losy głównych bohaterów (nawet na początku jest to zdradzone), jednak z zaciekawieniem można obserwować to, co się dzieje na ekranie. Porywa nas feeria barw, zatapiamy się w dźwiękach muzyki... Dopiero teraz można sobie zdać sprawę, w jak ciekawy sposób można odebrać wszystkie znane przeboje. Kto by się spodziewał, że Smells Like Teen Spirit zostanie wykorzystane do rozreklamowania kabaretu.
A jeszcze ucieszyłam się z faktu, że twórcy postanowili wykorzystać utwór jednego z moich ulubionych zespołów, Lamb pt. "Gorecki".

Aktorsko film stoi na wysokim poziomie. McGregor i Kidman pokazali, że potrafią śpiewać. Cieszy również tak znacząca rola Polaka w tym filmie i jego wykonanie przeboju Stinga "Roxanne".

Wszystko piękne, a ja znowu po seansie stałam się sentymentalna...
_________________
Przecież to mój kubeczek, to mój kubeczek z wiewiórką jest!
Kirk
Avatar użytkownika
Kinoman
Nie określona
Film od strony estetycznej i muzycznej mi sie podobał.Oczywiście wiele osób nie może przetrawić kiczowatego wątku miłosnego,który momentami tez wzbudzał we mnie bardzo mieszane uczucia.Bardzo lubie Nicole Kidman,więc film od razu miał u mnie plusa.Najbardziej drażnił mnie McGregor gdy spiewał:)
Ogólnie uważam że to dobry musical,szczególnie od strony muzycznej i estetycznej,a to chyba w tego rodzajch filmu najważniejsze:)
Dahlia
Obserwator
Nie określona
oh, moulin rouge. moj ukochany film.
co mnie w nim tak urzeklo? jestem cholerna romantyczka, wiec przede wszystkim watek milosny. zakazana, nieszczesliwa milosc, to to co lubie najbardziej ;] swietna muzyka, te wszystkie aranzacje zrobione niesamowicie (szczegolnie 'sparklin diamonds', czy jak kto woli 'diamonds are a girl's best friend' i 'roxanne'), swietnie zagrane role (nicole powinna zdobyc oscara, szczegolnie za scene, kiedy przybiega do ewana-christiana i wyznaje mu, ze nie mogla sie przespac z Dukiem, najlepiej zagrana scena, jaka w zyciu widzialam. a ewan przynajmniej tego zlotego globa powinien dostac) i atmosfera paryskiej bohemy oddana znakomicie. to film, ktory dlugo zostaje w pamieci, a w mojej glowie zrobil niezly mentlik :)
kendo
Adept
Nie określona
Nom kto by pomyślał że mi sie musical tak spodoba haha! Muza zarąbista chociaż wykonanie nie zawsze najlepsze, Kidman świetnie zagrała(oscar spokojnie mógł być) ale głosu to nie ma rewelacyjnego ale daje radę:) Scenografia słodka ąż zęby bolą no ale wkońcu wszyscy mają takie wyobrażenie o MR także to na plus no i choreografia i kostiumy też niezłe...No poprostu prawdziwy, świetnie zrealizowany musical a nie jakiś gniot jak "chicago":)
hartigan
Adept
Nie określona
Film totalnie mną zakręcił przez 2 godziny siedziałem przed tv z otwartą szczęką, nie mogłem wyjść z podziwu. Film oszałamia swoim przepychem, mieszanką uczuć radości, szczęścia, smutku, miłości wszystko to tworzy mieszankę wybuchową która wprawiła mnie w osłupienie. Film bardzo mi sie podobał, uważam go za genialny.Było trochę niedociągnięć np. troche mnie denerwowało to ze ruchy ust aktorów nie zgrywają się idealnie ze śpiewanymi przez nich kwestiami ale to raczej mały szczegulik ;). Świetną role zagrała Nicole Kidman i do tego jest bardzo piękna :).

© 2003-2010 MovieForum.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oparte na systemie phpBB.
Partnerzy    Reklama