W samo południe

(1952) High Noon

Zaloguj
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
6998708.2.jpg
Twórcy:
Reżyseria: Fred Zinnemann
Scenariusz: John W. Cunningham, Carl Foreman
Zdjęcia: Floyd Crosby
Muzyka: Dimitri Tiomkin
Scenografia: Ben Hayne, Murray Waite, Rudolph Sternad
Producent: Stanley Kramer
Montaż: Elmo Williams

Obsada:
Gary Cooper: Szeryf Will Kane
Thomas Mitchell: Jonas Henderson
Lloyd Bridges: Harvey Pell
Katy Jurado: Helen Ramirez
Grace Kelly: Amy Kane
Otto Kruger: Sędzia Percy
Lon Chaney Jr.: Martin Howe
Harry Morgan: Sam Fuller
Ian MacDonald: Frank Miller
Eve McVeagh: Milderd Miller
Lee Van Cleef: Jack Colby
Harry Shannon: Cooper
Robert J. Wilke: Pierce
Sheb Wooley: Ben Miller
Morgan Farley: Dr Mahin, minister
Lucien Prival: Joe, barman w salonie Ramirez

Fabuła:
Gary Cooper został laureatem Oscara za rolę w klasycznej opowieści o stróżu prawa, który samotnie broni tchórzliwych mieszkańców miasteczka przed bandą szukających zemsty kryminalistów. W największym rewolwerowym pojedynku w dziejach kina Gary Cooper walczy nie tylko o miasto, ale i o świeżo poślubioną żonę, graną przez Grace Kelly. W filmie występuje również jeden z najpopularniejszych i najbardziej utalentowanych aktorów Hollywood: Lloyd Bridges. „W samo południe” zapisuje się też w pamięci dzięki pierwszej głównej roli Grace Kelly – pięknej aktorki, która wkrótce przeszła do legendy kina.

Nagrody:
1953 Oscar:
- najlepszy aktor - Gary Cooper
- najlepszy montaż - Elmo Williams, Harry W. Gerstad
- najlepsza muzyka - Dimitri Tiomkin (music), Ned Washington
- najlepszy reżyser - Fred Zinnemann (nominacja)
- najlepszy obraz - Stanley Kramer (nominacja)
- najlepszy scenariusz - Carl Foreman (nominacja)
1953 Golden Globes:
- najlepsze zdjęcia - Floyd Crosby
- najlepszy aktor dramatyczny - Gary Cooper
- najlepsza rola drugolanowa kobieca - Katy Jurado
- najlepszy film (nominacja)
- najlepszy scenariusz - Carl Foreman (nominacja)



Jeden z lepszych filmów, a na pewno najlepszych westernów. Do typowych rozmów wszedł tytuł - w samo południe odnoszący się do momentu finałowego pojedynku. Oglądałem kilka razy ten film za swych szczenięcych lat i pamiętam, że wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Wiele scen z tego dzieła stało się bardzo często niemalże kopiowanymi w światku westernów.

Z kręceniem tego dzieła wiąże się bardzo wiele ciekawych wydarzeń, od zmiany nazwiska tytułowego bohatera, gdyż jedna z aktorek pochodzenia meksykańskiego nie potrafiła go wymówić, po słynną grę aktorską Gary'ego Coopera - jego niezwykle cierpiętniczą minę - spowodowaną nie jego umiejętnościami, ale krwawiącym podczas kręcenia filmu wrzodem. Tak oto różne drobnostki wpływają na historię kina :)

_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
"W samo południe" obok "Złota McKenny" należy do moich ulubionych westernów. Gary Cooper obok Johna Wayne'a to najbardziej wyrazista westernowa postać (nie uznaje Clinta Eastwooda :P , westerny z Clintem są parodią tego gatunku). "W samo południe" widziałem ostatni raz dobrych kilka lat temu, chciałbym sobie go sobie odświeżyć, ponieważ uleciało mi z pamięci wiele ciekawych wątków. Ostatnio TVP stara się emitować klasyki westernu, liczę iż zapodadzą też i film Freda Zinnemanna. :naughty:


Kinoman
Avatar użytkownika
"W samo południe" na pewno zasługuje na uwagę. Produkcja ta wyróżnia się oryginalnością - czas rozgrywanej akcji filmu odpowiada rzeczywistemu czasowi. Ponadto film ten zaczyna się w momencie, w którym zazwyczaj akcja westernów się kończy. Western dobry, wielki klasyk, choć uważam, że nie jest to szczyt gatunku ;).

Andrev:
nie uznaje Clinta Eastwooda :P , westerny z Clintem są parodią tego gatunku

Wypraszam sobie :P. Wiele filmów z Clintem może się nie podobać, ale trylogii dolarowej chyba nie da się nie lubić :D


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
M@rio:
ale trylogii dolarowej chyba nie da się nie lubić

Dla mnie jest to dobra zabawa, traktuje to jak jakiś żart, Clint jednym strzałem powala 15 przecinwików, jak dla mnie lekka przesada. Jedynym powodem, że to oglądałem była ciekawa muzuka Ennio Moriccone. Nie przepadam za Clintem cowboy'em i za westernami Sergio Leone. Ale obu panów szanuje, mają ogromną rzeszę zwolenników. :naughty:


Adept
Witam

Stosunkowo niedawno udało mi się wreszcie obejrzeć "W samo południe" i przyznam się, że po obejrzeniu piałem z zachwytu. Bardzo lubię westerny, te klasyczne (John Wayne, Gregory Peck, James Stewart) ale i np. te z Eastwoodem. Jednak "W samo południe" to moim zdaniem western wyjątkowy.


Kinoman
Avatar użytkownika
Andrev:
westerny z Clintem są parodią tego gatunku

Parodią gatunku jest John Wayne walczący z własnym brzuchem i łysiną. Dzięki Eastwoodowi western zyskał dodatkowe 30 lat życia bo wprowadził tam trochę niezbędnych zmian. Z całego dorobku Johna Wayne'a lubię tylko "Rio Bravo" i "Człowiek, który zabił Liberty Valance'a" Ewentualnie jeszcze "Rzekę Czerwoną" i "Dyliżans". Reszta to sztampa i kopiowanie samego siebie. Eastwood cały czas się rozwijał przewietrzył nieco strupieszałe mity.

Westerny Sergio Leone nie opowiadały o Dzikim Zachodzie jako takim. Dla niego był to pewien sztafarz do poruszania uniwersalnych zagadnień nt walki dobra ze złem i relatywizacji obu pojęć.

Andrev:
traktuje to jak jakiś żart, Clint jednym strzałem powala 15

eee... w którym filmie tak zrobił?

Co do "W samo południe" to jakoś nie przepadam za tym filmem. Wiem, że to metafora maccarthyzmu i takie tam ale nie przyswajam tego, że najpierw rozpacz, że nikt nie chce pomóc a w finale bez większych kłopotów rozwala rozrabiaków.

_________________
http://www.kozlinski.pl - realizacja video, animacja


Adept
Avatar użytkownika
Ten film to dla kazdego kinomana pozycja obowiazkowa. Ja osobiscie posiadam ten film w swojej kolekcji (wersja czarno-biala :D ) Gary Cooper gra swietnie !! Film ogladalem kilka razy i wciaz nie nudzi.

_________________
www.myspace.com
www.torrentz.com


Kinoman
Avatar użytkownika
santifx:
Parodią gatunku jest John Wayne walczący z własnym brzuchem i łysiną. Dzięki Eastwoodowi western zyskał dodatkowe 30 lat życia bo wprowadził tam trochę niezbędnych zmian. Z całego dorobku Johna Wayne'a lubię tylko "Rio Bravo" i "Człowiek, który zabił Liberty Valance'a" Ewentualnie jeszcze "Rzekę Czerwoną" i "Dyliżans". Reszta to sztampa i kopiowanie samego siebie. Eastwood cały czas się rozwijał przewietrzył nieco strupieszałe mity.


A "Rewolwerowiec" - testament Wayne'a , zamykający jego rozdział zarówno w kinie jak i w życiu ( bohater Wayne'a umiera na raka , wkrótce po zakonczeniu zdjec aktora zabija nowotwór ).To chyba najdojrzalsza jego kreacja , pozbawiona manieryzmu i wyciszona.Choc robi niewiele i tak góruje nad innymi.Natomiast Eastwood z konca lat 70 i 80 to : manieryzm i nieustannie podkreslana męskosc , czesto przekraczająca nawet granice zdrowego rozsądku ( zwłaszcza w "Sudden Impact " ).Eastwood dojrzał pozno , lata 80 jego kariery najchętniej bym skreslił


Kinoman
Avatar użytkownika
Argento:
Natomiast Eastwood z konca lat 70 i 80 to : manieryzm i nieustannie podkreslana męskosc , czesto przekraczająca nawet granice zdrowego rozsądku

Zważywszy na postępujący kryzys męskości w kinie to chyba dobrze. Osobiście uważam, że akurat Eastwood umiejętnie balansował poziom epatowania męskością i zawsze miał dystans do swoich postaci.

"Rewolwiec" mnie nie powalił ponieważ western to specyficzny gatunek. Takie pożegnaniowo-rozliczeniowe motywy to już nie ja. Wayne był zbyt przywiązany do mitologii którą stworzył i w gruncie rzeczy ciągle grał tę samą rolę. Trochę pazura pokazał w "Poszukiwaczach".

_________________
http://www.kozlinski.pl - realizacja video, animacja


Niewolnik kina
Avatar użytkownika
W ramach obcowania z klasyką obejrzałam pierwszy raz W samo południe kilka dni temu i przyznam szczerze i bez bicia, że... podobał mi się. Tak jak nastawiałam się na najgorsze, zarzekając się, że nie znoszę westernów, tak nieźle się sama zdziwiłam swoją reakcją.

Cieszy mnie, że w dobie efektów specjalnych i wysokobudżetowych produkcji ciągle docenia się filmy z przesłaniem, bo takim na pewno jest W samo południe. U mnie nie było zachwytu, był natomiast szacunek. Bądź co bądź klasyka.


Kinoman
Ja lubię tak Wayna jak i Eastwooda , nie mam tego dylematu co wy bo te westerny w których występował Clint uważam za inny gatunek . To tylko tak dla siebie a nie po to by innym ludziom narzucać mój nieco dziwny podział na gatunki filmowe.
Filmy z Waynem bardzo lubię i jakoś nie przeszkadza mi ani jego łysina ani brzuchol. Zobaczcie sami teraz też kręci się westerny grają w nich przystojni urodziwi wysportowani aktorzy ale kto będzie te ich westerny pamietał tak jak te z łysym grubym Waynem.

W samo południe widziałem i to nie raz jest wspaniałym filmem jest filmem starego Hollywoodu mojego ulubionego. A nie jakimś antywesternem, czymś takim co jak mówili w krytycy w swoim czasie odnowi formułę westernu i co najwyżej go zabiło. Bo dawniejsi twórcy odeszli a młodzi "Zbuntowani" i ich następcy nie umieli i nie potrafią już kręcić prawdziwych westernów.


Też kiedyś czytałem że w czasie pracy nad tym filmem Cooper był chory ale nie wiedziałem czy to prawda, teraz widzę że chyba tak.

Mam tylko nadzieję że nikt nie wpadnie na pomysł nakręcenia nowej wersji, teraz kręci się ponownie sporo filmów więc moja obawa nie jest nie uzasadniona.


Kinomaniak
Avatar użytkownika
"W samo południe" Freda Zinnemanna to niezaprzeczalnie świetnie zrealizowany film i słusznie obsypany Oskarami (za najlepszą pierwszoplanową rolę męską, montaż, muzykę i piosenkę). Pomijając zdjęcia i aktorstwo, które są rzeczywiście rewelacyjne, dodam, iż reżyser zastosował ciekawy i jak na tamte czasy nowatorski manewr -- mianowicie cały film rozgrywa się w czasie rzeczywistym. Jeśli się nie mylę, wcześniej nikt czegoś takiego nie zastosował.

Cytuj:
Obrazek

Niestety cieniem na filmie kładzie się poza ekranowa postawa głównego bohatera filmu -- Gary'ego Coopera. Niezłomna odwaga szeryfa Willa Kane'a, nijak się miała do cywilnej postawy człowieka, który odgrywał tę postać. Splamił swój honor podpisując lojalkę przed Komisją do Badania Działalności Antyamerykańskiej i co najgorsze zeszmacił się gorliwie donosząc na swych znajomych. Gary Cooper jako aktor był wybitny, czego dowiódł omawianym tu filmem, jako człowiek okazal się gorszy od kur***.

Andrev:
(...) (nie uznaje Clinta Eastwooda, westerny z Clintem są parodią tego gatunku).

Hmm... Ja bym tak tego nie nazwał. W tak zwanych "spagetti westernach", z których wyniósł swoje doświadczenia C. Eastwood, była nieco inna poetyka obrazu. W większości wypadków nie było tak wyraźnego rozgraniczenia między tymi dobrymi, a złymi, tak jak w klasykach westernu. Ale faktem jest, że w westernach Eastwooda miał on pewien dystans do odtwarzanych postaci. Inaczej sprawa się ma w "Bez przebaczenia"; chyba nie powiesz, że to parodia westernu? Toż to mroczny, pełnokrwisty western! Chyba najbardziej realistyczny obraz ukazujący Dziki Zachód.


Adept
Avatar użytkownika
Dodam od siebie, że film Freda Zinnemanna również uważam za bardzo dobry, wyróżniający się pod każdym względem spośród innych filmów tego gatunku.
Film ten stał się poniekąd zapowiedzią antywesternów, których najwybitniejszym reprezentantem w latach 60. okaże się Sam Peckinpah.
Mimo że w latach 50. powstawały również ambitne westerny, jak np. filmy Anthony'ego Manna z Jamesem Stewartem, filmy Delmera Davesa czy Budda Boettichera, to jednak to co pokazali Fred Zinnemann i Gary Cooper to po prostu jedyne w swoim rodzaju arcydzieło gatunku.

Travis Bickle:
reżyser zastosował ciekawy i jak na tamte czasy nowatorski manewr -- mianowicie cały film rozgrywa się w czasie rzeczywistym. Jeśli się nie mylę, wcześniej nikt czegoś takiego nie zastosował.

Jeśli się nie mylę, to Alfred Hitchcock w filmie "Rope" (1948) również poprowadził akcję w czasie rzeczywistym. W dodatku zrealizował ten film bez montażu, w dwunastu dziesięciominutowych (lub krótszych) ujęciach (metoda TMT - tzw. Ten Minutes Time). Brian DePalma próbował z miernym skutkiem naśladować ten styl w "Oczach węża" (1998).
Ale chyba w westernie faktycznie był to zabieg nowatorski.

Rodan:
Mam tylko nadzieję że nikt nie wpadnie na pomysł nakręcenia nowej wersji, teraz kręci się ponownie sporo filmów więc moja obawa nie jest nie uzasadniona.

Nie wiem czy wiesz, ale w 2000 roku powstała nowa (telewizyjna) wersja "W samo południe", w roli głównej wystąpił Tom Skerritt, a reżyserował Rod Hardy.
A w 1980 roku powstał (telewizyjny) sequel filmu Zinnemanna pt. "W samo południe II: Powrót Willa Kane'a" w reżyserii Jerry'ego Jamesona, w rolach głównych wystąpili Lee Majors i David Carradine.


Niewolnik kina
Avatar użytkownika
Wczoraj obejrzalem w koncu opiewane dzielo. Coz moge powiedziec - jak najbardziej zasluzenie uznany za jeden z najlepszych westernow i filmow w ogole. Swietny scenariusz, swietny Cooper. Akcja (a raczej brak akcji) swietnie buduje napiecie zblizajace sie do zenitu pod koniec, niemal namacalna beznadziejnosc polozenia szeryfa. Jezeli Rio Bravo mialo byc odpowiedzia Howarda Hawksa na High Noon, to zdecydowanie obstawiam 1:0 dla Freda Zinnemanna w tym pojedynku.
Jak widze, rozgraniczenie na epoke przed-Eastwoodowska i Eastwoodowska jest dosyc wyrazna. Ale nie da sie ukryc, ze to dwie rozne epoki. Ale obydwie wspaniale, jedna nie jest grosza od drugiej. Sergio Leone i Eastwood zakonczyli epoke klasycznego westernu. Rozpoczeli cos, co bym nazwal czyms w rodzaju "neoromantyzmu" w kinie. Zakonczyla sie epoka ludzi z krwi kosci, ich miejsce zajac "czlowiek bez imienia"

_________________
http://www.redmer.com.pl/duck.htm

http://www.redmer.com.pl/kamila.htm