Cesarzowa

(2006) Curse of the Golden Flower

Zaloguj
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
7138103.2.jpg
Twórcy:
Reżyseria: Yimou Zhang
Scenariusz: Yimou Zhang
Zdjęcia: Xiaoding Zhao
Muzyka: Shigeru Umebayashi

Obsada:
Yun-Fat Chow: Książę Ping
Li Gong: Phoenix
Jay Chou: Książę Jai
Junjie Qin: Książę Yu
Man Li: Jiang Chan
Ye Liu: Książę Wan

Fabuła:
Nękane wojnami cesarstwo chyli się ku upadkowi. Przed rozpoczęciem Święta Złotego Kwiatu rodzina cesarska musi wybrać swojego następcę spośród trzech książąt. Za murami Zakazanego Miasta Cesarzowa realizuje swój misterny plan za pomocą politycznych intryg i dworskich romansów.

Niesamowicie magiczny film. Zhang Yimou tworzy po raz kolejny wizualną i dźwiękową ucztę. Tym razem reżyser prowadzi widza po wnętrzach chińskich pałaców, ukazując liczne romanse oraz spiski. To co można w filmie zobaczyć wprost powala. Niesamowita kolorystyka, dbałość o najdrobniejsze szczegóły, kostiumy, wspaniałe choreografie walk, których nie ma tak dużo jak we wcześniejszych filmach Yimou (Hero, Dom Latających Sztyletów), ale są na najwyższym poziomie. Wolne prowadzenie akcji tylko wzmaga dramatyzm opowiadanej historii i wychodzi filmowi jak najbardziej na plus. Do zalet należy również dodać bardzo dobrą grę Gong Li oraz Chow Yun-Fat'a. Są niesamowici w swoich rolach. Jestem oczarowany i zachwycony. Czekam na kolejną azjatycką produkcję spod skrzydeł tego reżysera.

Brawo ! :praise:

Narya:
Na życzenie :wink:

_________________
Self improvement is masturbation. Self destruction is the answer.


Ostatnio edytowano 12.03.07, 12:21 przez Durden, łącznie edytowano 1 raz
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Durden:
Do zalet należy również dodać bardzo dobrą grę Gong Li oraz Chow Yun-Fat'a.

Tak, Gong Li jest w tym filmie olśniewająca, doskonała. Gwiazdą jest jednak Yun-Fat... bije od niego niesamowitą siłą. Jest tak majestatyczny, że równie dobrze mógłby być prawdziwym Cesarzem. Sceny, w których siedzi przy stole z rodziną, czy walczy z synem powalają! o zdecydowanie jedna z jego najlepszych ról. Oparta na minimaliźmie, zerowej niemal mimice - jedynie skrzywienie ust, czy spojrzenie. Wspaniała kreacja!

Film jak Durden wspomniał, jest wizualnie wymuskany do granic możliwości. Tu szczególnie scenografia powala. To prawdziwy koncert najpiękniejszych barw. Pałac od środka aż razi złotem, czerwienią, zielenią i całą paletą innych kolorów w postaci witraży, dywanów, kolorowych kolum i rzeźb. Gdy oglądamy idący korytarzem orszag Cesarzowej, szczena opada do samiutkiej ziemi. Widać, że to dzieło Zhanga!

Większe wrażenie zrobiła na mnie jednak dokładność w odwzorowaniu pałacowej etykiety. Rozchodzący się po całym budynku głos służącego obwieszczającego nadejście nowej godziny, która zawsze coś symbolizuje. Wymagane zachowanie podczas podawania Cesarzowej leku i masa, masa innych drobiazgów zrekonstruowanych (ciekawe, czy na faktach) w najdrobniejszych szczegółach. Stało się przez to jednak coś, czego się obawiałem. Niezwykle dramatyczna historia jakby zanika miejscami na rzecz tych wszystkich wizualnych bajerów. Intryga tak nie wciąga, a jej rozwiązanie zawodzi.

Na szczęście bitwa jak już ma miejsce, to wygląda jak rzeźnia, a nie poezja, co uwiarygadnia historię. Zresztą, tu warto wspomnieć, że w tej scenie, nie było efektów komputerowych. Ja p*****ę! To było przynajmniej kilkanaście tysięcy statystów!!

_________________
Nic paskudniejszego iż gdy pierwszy przybywający gość snuje się i nie wie, co ma począć, a jego ślubna megiera szeptem wierci mu dziurę w brzuchu za to, że przyjechali za wcześnie.

BezSzans.pl - o akcji - Nie bądź słaby...


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
don Bubas:
To było przynajmniej kilkanaście tysięcy statystów!!

Dokładnie to 20 tys. Naprawdę niezła sumka. Poza tym sam film to największa i najdroższa produkcja chińska. I to widać. Mimo, że ogromna bitwa jest tylko jedna, to każdy wydany chiński juan jest tu niesamowicie widoczny. Kasa nie poszła na daremno.

don Bubas:
Zresztą, tu warto wspomnieć, że w tej scenie, nie było efektów komputerowych

A tego to nie wiedziałem :)
W takim razie pozostaje bić brawo. Coś wspaniałego. Podobał mi się również motyw sprzątania po bitwie. Jak mróweczki, szybciutko, dokładnie. Miazga :>

_________________
Self improvement is masturbation. Self destruction is the answer.


Kinoman
Avatar użytkownika
to ja od siebie parę słów...
film niesamowicie kolorowy, drobiazgowy i wizualnie perfekcyjny. dla mnie to była przede wszystkim uczta dla oka. przyznam, że nawet historia mnie nie wciągnęła bo za bardzo się skupiałam na otoczce. kostiumy i scenografia to mistrzostwo świata. ogromna ilość statystów robi swoje. widać to nie tylko podczas bitwy- wszystkie codzienne czynności utrzymujące pałac były robione przez masę ludzi! a wszyscy oni miałam wrażenie jak w transie, zsynchronizowani...dokładnie jak mróweczki :D
no i do tego muzyka dodająca klimatu. jednym słowem piękny film. tak autentycznie, wizualnie piękny po prostu. :)

_________________
"you can call it what you like; you can call it wood, window, God, Mohammed, McDonald's, 7/11, whatever it is, life, nature, hurricanes, you can't control any of it. but you've got to pretend you can." bdt


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Nie wiem czy film do końca jest zgodny z prawdą, bo Chinami to się za bardzo nie interesuję.
Faktem jest jednak, że film zaciekawia. Owszem poprzednicy piszą o uczcie dla oka i faktycznie tutaj bogactwo cesarskie powala. Szczegóły w pałacu, czy w ubiorze są wyśmienite. Siłą filmu jest chyba jednak fabuła, intrygi, tajemnica i etykieta. Zachowania rodzinne między mężem, a żoną, między rodzicami i dziećmi i między rodzeństwem są zupełnie inne niż mogłoby się wydawać. Wszyscy nie traktują się jako rodziny, ale bardziej jako poddanych (co prawda stojących najwyżej, ale zawsze poddanych cesarzowi) i władcy.

Zaciekawia dramat jaki rozgrywa się wraz z rozwojem akcji, dlatego film, która ma tam pewnie z 2 godziny mija piorunem, bo po prostu wciąga.

Rewelacyjne sceny bitwy. Masa ludzi. Trochę mnie razi styl walki. Co prawda przyzwyczaiłem się już do tego, że Chińczycy mają te swoje ciosy tygrysa, czy jaszczurki, ale i tutaj nie uwolniono się od pewnej abstrakcji pod względem choćby tego, że jeden chłop stawia czoło z powodzeniem kilku tysiącom żołnierzy, którzy go otoczyli. Sorry, ale w takie bajki nie uwierzę. Co prawda to nie Hero, który w ukazaniu walki już całkiem wariuje, ale jednak daje się odczuć ten wschodni styl.

Wart obejrzenia, choć nie wiem, czy warto wybrać się do kina... :P

_________________
Jak przyjdzie ochota, to i pies kota wychrobota.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Dishman:
jeden chłop stawia czoło z powodzeniem kilku tysiącom żołnierzy, którzy go otoczyli. Sorry, ale w takie bajki nie uwierzę.

Dlatego też, trzeba było uważniej oglądać :> Wiedziałbyś wówczas, że armia cesarza dostała rozkaz nie skrzywdzenia jego syna mimo, że stanął na czele armii rebeliantów. Także armia cesarza nie miała jak go ciąć a armia rebelii np. go wyłapywała z trudnych upadków. Dzięki temu mógł sobie robić co chce :> I tyle.

_________________
Self improvement is masturbation. Self destruction is the answer.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Nie zgodzę się z Tobą Durden. Złapali by gościa w siatkę i mógłby sobie pogwizdać na nich. Ewentualnie z wiosła przywaliliby mu w czerep i po sprawie. Ale nie, oni go chcieli złapać za rączkę i pogrozić palcem "no, no, brzydko cesarzątko się bawi" :oops:

_________________
Jak przyjdzie ochota, to i pies kota wychrobota.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Dishman:
Nie zgodzę się z Tobą Durden. Złapali by gościa w siatkę i mógłby sobie pogwizdać na nich. Ewentualnie z wiosła przywaliliby mu w czerep i po sprawie.

A gdzie tam miałeś wiosło i siatkę którymi mogli to zrobić. To była bitwa na Boga, a nie zlot rybaków.

_________________
Nic paskudniejszego iż gdy pierwszy przybywający gość snuje się i nie wie, co ma począć, a jego ślubna megiera szeptem wierci mu dziurę w brzuchu za to, że przyjechali za wcześnie.

BezSzans.pl - o akcji - Nie bądź słaby...


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
kolejne wspaniałe tłumaczenie... :dead:
na "Klątwę złotego kwiatu" czekałem z niecierpliwością, ale gdyby nie ciekawy plakat na stronie gł. MF to nawet bym do tego tematu nie wszedł, bo w zyciu bym nie pomyslal, ze idioci mogą tak ten film przetlumaczyc... Boże widzisz a nie grzmisz... :dry:

_________________
"You never see all that you see. One of the things they send me to you for is to show you what you don't see in what you see - what you don't see when you're scared, or fighting, or running, or fucking. No man sees all that he sees. And the difference between seeing and not seeing can be the difference between living and dying."


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
don Bubas:
A gdzie tam miałeś wiosło i siatkę którymi mogli to zrobić. To była bitwa na Boga, a nie zlot rybaków.

:lol: 20 tys. chińskich żołnierzyków, siedzi w Pałacu i oni chcą go na siłę złapać za rączkę, a nie sposobem. Można i tak, skoro wychodzą z takiego samego założenia co Rosjanie, że: "nas mnogo", to spoko 8)

Chłopaki posiadają miecze, siekierki i jakieś wymyślne kosy, a nie mają w Pałacu siatki, ani kawałka drąga... . Ja mam w to uwierzyć?

_________________
Jak przyjdzie ochota, to i pies kota wychrobota.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Dishman:
Chłopaki posiadają miecze, siekierki i jakieś wymyślne kosy, a nie mają w Pałacu siatki, ani kawałka drąga

Może posłaniec z siateczką utknął w korku? Ciasno tam jednak było, placyk nieduży, a zgromadzonych niezła wuchta.

Dishman:
Ja mam w to uwierzyć?

A co Ci szkodzi? Taki gatunek :>

_________________
Nic paskudniejszego iż gdy pierwszy przybywający gość snuje się i nie wie, co ma począć, a jego ślubna megiera szeptem wierci mu dziurę w brzuchu za to, że przyjechali za wcześnie.

BezSzans.pl - o akcji - Nie bądź słaby...


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Uczta dla oczu. Piękne kolorystycznie sceny, które niemalże zmysłowo się chłonie w połączeniu z dźwiękiem, to szeleszczenie podczas poruszania się, odsłanianie i opuszczanie rolet (czy jak to nazwać).
Gong Li zjawiskowa i popisowa, prawdziwa Cesarzowa.
To nasycenie barw wręcz wsysało, czułam się jakbym przechadzała się między tymi korytarzami.
Ale jak samemu można było się przekonać, złota klatka, w której po kolei zdychają.
Sceny walk zachwycające i robiące wrażenie, tym bardziej, że bez jakichkolwiek efektów komputerowych. Wszystko to rodzima produkcja :lol: Człowieków jak mrówków.
Niezwykły widok wyłożonego placu chryzantemami, w ogóle pokazanie całego zamku z lotu ptaka.
Wszystko działało tam jak jeden wielki żywy organizm, z taką sprawnością i szybkością każdy się uwijał, że wręcz niewykonalne momentami to się wydawało. Mam na myśli doprowadzenie wszystkiego do porządku po jatce.
Bardzo spodobała mi się również scena otwarcia festynu, jak cesarz i cesarzowa wspólnie piszą na papierze ogólnie cała scena rozgrywająca się w zamku, równolegle do scen walki.
Smutny jest fakt, że w efekcie końcowym, nie ma następcy.
Film jak najbardziej do polecenia, jeśli ktoś lubi poprzednie dzieła Zhanga, się nie zawiedzie. Tu również gra kolorem.
Aha, jeszcze moja scena-perełka, to scenaw gospodzie, gdy ojciec zmierza się z synem, raczej próbuje się z nim; to ocieranie miecza o swoje zbroje, o tego smoka, te iskry, dźwięk :roll:

_________________
Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia.


Kinomaniak
Avatar użytkownika
Sayuri:
Film jak najbardziej do polecenia, jeśli ktoś lubi poprzednie dzieła Zhanga, się nie zawiedzie. Tu również gra kolorem.

Ja niestety nie mogę się zgodzić z przedmówcą. Mnie czegoś w tym filmie brakowało. Co gorsza wiązało się to właśnie z wychwalanym przez Was kolorami... Podejrzewam, że problem może polegać na zastosowaniu negatywu Fuji, zamiast Kodaka, co spowodowało spłycenie nasycenia barw - jeśli ktoś ma jakieś dane na temat zastosowanej taśmy niech dać znać :).

Generalnie film mnie nie zachwycił. Parę scen było bardzo dobrych, np. wspomniana scena starcia cesarza z synem, ale niedosyt pozostał.

_________________
http://donna-mia-balboa.blogspot.no/


Kinomaniak
Avatar użytkownika
Lube ja chinskie bajdy, podobnie jak lubie bolly, to i ten film fajnie mi sie ogladalo. Kluczem do polubienia chinskich bajek z elementami wuxii jest jak zwykle konwencja i nie nastawianie sie na jakikolwiek realizm: czy to fabularny, czy to historyczny, czy to realizacyjny. Smiac mi sie chcialo jak jeden 'madry inaczej' na Filmwebie sie rzucal, ze ten film jest zly, bo nierealistyczny, a na pewno nie moze byc fantastyka, ani basnia bo nie ma w nim istot nadprzyrodzonych...no litosci!

Chinczyki lubia wykorzystywac elementy ze swojej bogatej historii, tradycji i legend, ktore nastepnie 'kąpią' w filmowym pikantnym sosie wystawnosci, basniowosci, poetycko-baletowych walk i pojedynkow, typowych wlasnie dla idealistycznych wyobrazen na jakis temat, a nie tzw. prawdy obiektywnej. Klatwa Zlocistego Kwiatu ma wiec tyle wspolnego z prawdziwa historia Chin, co nasza legenda o Popielu, ktorego zjadly myszy.

Film ma jedna podstawowa wade, ktos juz o tym wspominal i przyznaje mu racje: jest zdecydowanie przekoloryzowany. Nie chodzi juz nawet o kostiumy, ale o zdjecia wnetrz. Wzieliby na wstrzymanie z ta pstrokacizna, albo pobawili sie swiatlem troche i byloby znacznie lepiej. Brakuje tez jakiegos oddechu naturalnego, jakiego dowswiadczyc mozna bylo w PTUSach, Herołach czy Latajacych sztyletach. Tamte filmy, mimo ze tez kolorowe, nie byly na pewno pstrokate. Tutaj zdjecia sa tak jaskrawe, ze oczy bolaly, a wielokolorowo-zlota scenografia palacu sprawia, ze postacie stapiaja sie z tlem, nie 'wychodza z niego', przez co widz dostaje plasawicy i juz nie wie, na co ma patrzec i w jakiej kolejnosci: na aktorow, na ich stroje, czy na wystroj dookola, bo wszytsko podane jest w takich samych proporcjach. Tu mam zarzut do operatora (bo dobry filmowiec nawet pstrokacizne umie zatuszowac odpowiednim oswietleniem planu). Ja bym jednak postawila na wieksza doze szlachetnego umiaru niz 'chinski barok', ktory wyglad gorzej niz kazdy bolly-film, jaki do tej pory widzialm. Za to wiec minus.

Poza tym jest fajnie. Slowa 'Fajne i przyjemne' wlasciwie pasuja do tych produkcji, bo ciezko sie tu spodziewac mega arytstycznych, mega filozoficznych uniesien, bogatego przeslania, 2 i 3 dna i w ogole artyzmu typu europejskiego (brzemiennego w znaczenie). Intryga przyjemna, rozwiazanie nieco malo klarowne, bo wydaje sie, ze wszystkim tam dookola rozum odjelo, przez co zakonczenie na serio zbliza nas do rozwiazan znanych chociazby z Szekspira; Hamlet czy Tytus Andronicus. Na dokladke wielce enigmatycznie nie wyjasnia, co sie stalo z cesarzem i cesarzowa. Czy cesarz sie opamietal, czy trwal w uporze, a co za tym idzie czy cesarzowa zostala ulaskawiona czy skazana na swoja porcje leku do konca zycia.

Poza tym bardzo podobalo mi sie, nieobecne w innych tego typu filmach, ukazanie ceremonialu dworskiego, co podobalo sie chyba wszystkim jak czytam . Brakowalo mi tylko ceremonii dotyczacych podawania posilkow, ktore mozna bylo zobaczyc w Ostatnim cesarzu (bardzo fajne byly tez ceremonie zwiazane z erotyka, czyli seksualnymi uslugami dla cesarza, co znamy z kolei z Ostatniej cesarzowej), ale co tam. :angel:

Bardzo dobre role zwlaszcza cesarza i cesarzowej, ktorzy wybijaja sie na 1 plan.

Jeszcze jeden minus, ale to juz nie sam film, tylko moja kopia: angielski dubbing to zbrodnia i powinien byc karany zaszywaniem na zywca ust (taka chinska tortura- łoryginalna) :mrgreen: :naughty:

_________________
- Do you still have faith in cinema?
- Sure,(...). But I have to continuously run old movies to keep my faith.
Paul Verhoeven


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
"Cesarzowa" to niezykle przyjemny film dla ludzkich zmysłów. Bogactwo barw wręcz wylewa się z ekranu, a produkcyjny przepych przerasta wszelkie moje wyobrażenia o chińskich produkcjach.

Film jest bardzo oszczędny w słowa. Od początku widać, że reżyser chciał zainteresować widza obrazem na czym traci trochę fabularna strona filmu bo czuje się prostotę scenariusza i brak głębszych tręsci. Lecz nie stanowi to zbyt dużego problemu, może nawet jest to w pewnym sensie atut bo dzięki spijać dekoracyjno-kostiumowo-choreograficzno-dźwiękową ambrozję z ekranu. "Cesarzowa" jest dopracowana w najmniejszych szczegółach. Fenomenalne choreografię walk zapierają dech w piersiach. Nie przeszkadza mi, że są one wyidealizowane, a postaci często zachowują się wbrew prawom fizyki, ponieważ podkreśla to tylko ich wyjątkowość. Orientalne produkcje zawsze tak ukazaują pojedynki, brak tu typowego mordobicia. Magiczna konwencja tego typu produkcji wymaga pewnych umówności i odpuszczenia sobie 100% realizmu. Zwłaszcza podczas walk widać też niesamowite zdjęcia, wymienione już tarcie ostrza o złotą zbroję, czy też atak ninja w przesmyku na rodzinę lekarza. Przede wszystkim jednak uderza piękna paleta nasyconych barw. Nie zgadzam się z opinią, że są one przejaskrawione. To znaczy zgadzam się :P ale nie jest to dla mnie problemem. Każde ujęcie jest dopieszczone zarówno od strony wizualnej jak i dźwiękowej. Mam na myśli muzykę jako taką kompunjącą się z obrazem, ale też odgłosy w trakcie walk, szmer zwijanych rolet czy upadanie na ziemię tkaniny.

Nie wolno także zapominać o kreacjach Gong Li i Yun-Fat Chowa. Tych aktorskich, które są bardzo minimalistyczne, ale właśnie przez to tak wybitne i ewidentnie przemyślane, ale także tych dosłownych kostiumowych. Atutem jest też odwzorowanie, jak już pisaliście, obyczajów dworskich i organizacji życia pałacowego.

Praktycznie od początku odczuwalna jest atmosfera tajemnicy, która rozpościera się nad cesarską rodziną i jestem trochę rozczarowany, że nie została ona do końca wyjasniona. Dlaczego cesarz tak potraktował obydwie swoje żony? Co nim kierowało? W ogóle brak mocnej, bardziej pomysłowej fabuły jest odczuwalny i działa to na niekorzyść filmu. Po jakimś czasie w pamięci pozotanie mi tylko efekt wizualny, nie będę pamiętał o co tam chodziło i mimo, że ogląda się film wspaniale, nie jest dziełem wielkim, ale na pewno wyjątkowym.

_________________
Był wrzesień i Grunwald i było Lenino, był Narwik i Arnhem i Monte Cassino, Jagiełło, rycerze, lotnicy, piechota...

A wszystko spierd**** nam Andrzej Gołota.