Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

(2007) Pirates of the Caribbean: At World's End

Zaloguj
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
7175742.2.jpg
Twórcy:
Reżyseria: Gore Verbinski
Scenariusz: Ted Elliott i Terry Rossio
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Muzyka: Hans Zimmer

Obsada:
Johnny Depp: Jack Sparrow
Geoffrey Rush: Barbossa
Orlando Bloom: Will Turner
Keira Knightley: Elizabeth Swann
Jack Davenport: Norrington
Bill Nighy: Davy Jones
Lee Arenberg: Pintel
Mackenzie Crook: Ragetti
Kevin McNally: Gibbs
David Bailie: Cotton
Stellan Skarsgård: 'Bootstrap' Bill Turner
Tom Hollander: Lord Cutler Beckett
Naomie Harris: Tia Dalma

Fabuła:
Dobre czasy, w których piraci królowali na wszystkich morzach świata, powoli dobiegają końca. Will Turner udaje się razem z dotychczasowym wrogiem Barbossą w podróż na Daleki Wschód, gdzie mają nadzieję na odnalezienie tajemniczych map, które pomogą im odkryć skrytkę Davy'ego Jones'a, a następnie ocalić kapitana Jacka Sparrowa. Will chce także uratować swojego ojca, dlatego musi odzyskać Czarną Perłę, która jako jedyna jest w stanie doścignąć Latającego Holendra. Tymczasem Jones wraz z lordem Cutlerem Beckettem, demonicznym azjatyckim piratem Sao Fenigiem i Jamesem Norringtonem zawierają układ zagrażający wolności i życiu Jacka, Elizabeth, Willa, Barbarossy i wszystkich piratów na całym świecie...

UWAGA: Podczas zapoznawania się z poniższą opinią proszę mieć na uwadze, że w "Piratów z Karaibów" jestem ślepo wpatrzony i choćby nie wiem jak wielkie wady miał ten film, ja ich nie dostrzegam :D .

I w zasadzie powyższa adnotacja mówi sama za siebie - filmem jestem zachwycony! Bruckheimer, Verbinski i reszta po raz kolejny stanęli na wysokości zadania i porwali mnie w barwny, piracki świat.

Podobnie jak to było w "Skrzyni umarlaka", tak i tu od początku jesteśmy wrzuceni w wir akcji, spisków i konspiracji. Znowu każdy kombinuje na własną rękę, każdy ma jakiś ukryty cel i zrobi wszystko, aby go osiągnąć. A widz siedzi w fotelu zamotany, próbując to wszystko pojąć :D .

Jeśli chodzi o naszych bohaterów - przy poprzedniej części niektórzy narzekali na postać Sparrowa - że nie pokazał nic nowego, że cały film biegał z jedną miną i zdominował cały obraz. Takim osobom muszę powiedzieć, że "Na krańcu świata" pod tym względem odbiega od swych poprzedników. O dziwo - Jacka wcale nie ma tak dużo (choć niektóre sceny przeczą temu zdaniu - kto widział, ten zrozumie :lol: ) i o ile w "Skrzyni..." był główną postacią, tak teraz na pierwszym planie dołączyli do niego Geoffrey Rush i Keira Knightley. I muszę przyznać, że taki zabieg mi się spodobał, bo oglądać tą dwójkę na ekranie to sama przyjemność, a dodatkowo nie mamy odczucia deja vu. Rush robi wszystko, aby jego Barbossa nie stał w cieniu Sparrowa i wyszło mu to doskonale. A Keira nie dość, że urocza jak zawsze, to jeszcze daje swój najlepszy występ z całej trylogii. Z kolei co do Blooma, to nawet nie ma czasu irytować swoją grą, bo zwyczajnie ginie gdzieś w natłoku bohaterów.

A teraz element filmu, z którym wiązałem olbrzymie nadzieje - muzyka. I jakże się cieszę, że mój ulubieniec nie zawiódł. Zimmer stworzył genialną ścieżkę dźwiękową, która w filmie robi niesamowite wrażenie, a czy poza nim sprawdza się równie dobrze, powiem już niedługo :wink: .

Nie można też nie wspomnieć o efektach, bo co tu gadać - toż to najbardziej efektowna część ze wszystkich! Finałowe starcie, którego przedsmak mieliśmy już w zwiastunie dosłownie miażdży! Choćby dla tych 20 minut warto to obejrzeć w kinie! Uczta!

No i jeszcze parę słów o zakończeniu - mnie trochę zaskoczyło, bo spodziewałem się typowego lukru, w stylu żyli długo i szczęśliwie. A tu dupa, Orlando znika na 10 lat w głębinach oceanu, Barbossa znowu kradnie Perłę, a Sparrow znowu ląduje w łódce z tajemniczą mapą. Bardzo miłe zaskoczenie. Pytanie tylko, czy to ma być wstęp do kolejnej części? Jeśli tak, nie mam nic przeciwko. Jeśli nie - również płakać nie będę, gdyż praktycznie wszystkie rozdziały opowieści zostały zgrabnie zamknięte.

PS. Po napisach końcowych znowu mamy bonusową scenę :> . Dla tych co przegapili - Akcja przenosi się 10 lat później, widzimy Keirę z synem na klifie i Orlanda wynurzającego się z otchłani, aby spędzić swój jedyny dzień na lądzie.

_________________
Our time is running out
You can't push it underground
You can't stop it screaming out
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
No to se jeszcze raz umieszcze, już tam gdzie trzeba, a tamto usuną moderatorzy :D

Sayuri:
Jestem już po :D właśnie wróciłam z przedpremiery :wink:
Powiem tak, warto było przebrnąć przez dwójkę, by doczekać się trójki :)
Mamy tu powrót do dobrej akcji, i pirackiego kina, nie ma takiej farsy jak w dwójce.
Muzyka wymiata, czasami gdy ją słyszałam unosiłam się lekko nad siedzeniem, tak mi pasowała do obrazu i podnosiła napięcie.
Najbardziej spodobała mi się podczas pertraktacji, ta gitarraa :roll: oraz podczas decydującego starcia. W ogóle, gdy akcja działa się w Singapurze, słyszymy akcent orientalnej muzyki, poza tym w jednej ze scen bitew słyszymy chór :)
Fajny początekjak ten chłopczyk zaczyna śpiewać anielskim głosikiem jo-ho, a potem za nim reszta i brzęk tych łańcuchówA tak na marginesie to nie wiedziałam, że Keira potrafi śpiewać, całkiem ładnie jej to wyszło.
Co do akcji to jest wielowątkowa, mamy konsekwentnie budowane historyjki skupiające się wokół poszczególnych bohaterów, podoba mi się to, ale to bardzo, że konsekwencja zachowana jest, i to od pierwszej części( :!: ) w stosunku do epizodycznych bohaterów. Raz jesteśmy na Czarnej perle, potem na Holendrze, jeszcze innym razem u kommodora czy jak mu tam
Trzecia część obfituje w jeszcze większą ilość strzelania, rozwalania oraz typowo pirackich akcji.
Rozbawił mnie aspekt międzynarodowościZlot BractwaMamy tu nagromadzenie wielu różnych postaci odzwierciedlających swoje kręgi kulturowe.
Jack Sparrow to po prostu Jack Sparrow, ale jak już napisałam, różni się ta część bardzo stylem od poprzedniej. Nie ma tu typowo komicznych zagrań. Gra jest stonowana, nadany jest, hmm...nie pasuje do tej postaci, ale takie odniosłam wrażenie, nadany jest rys powagi, pewnej dojrzałości.
Keira, proszę państwa i tu właśnie muszę ją pochwalić, momentami mi się dziewczyna podobała! Jej zdolności, w sensie abordażu oczywiście :wink: , się podniosły. Dziwucha włada mieczem, umie się lać i...tego dowiecie się sami :wink:
Za to Bloom, Chryste Panie! Chłoptaś był za ładny, a już na końcu to taki malowany wręcz, bleeeh...
W ogóle powinni uśmiercić jego bohatera, już prawie im się udało a tu pech :dry:
Keith Richards miał swój epizodzik, ale jakże przyjemny :)
Film trwa prawie 3h i można większość wytrzymać w pozytywnym sensie, choć kilka scen jest naciąganych, a już do dupy jest pomyślana scenaślubu Willa i Elizabeth :dead:
Owszem mamy kilka przerysowań akcji, ale jest to świetna przygoda.
Informacja dla miłośników zwierzątpies przeżył :wink: :lol:
Aha i małpka była the best :lol:
Martwi mnie trochę los świeżo upieczonej panny młodejmężulek będzie dobijał do portu raz na 10 lat :lol: ale mieli przyspieszoną noc poślubną, tylko w ciągu dnia :wink:
Świetna końcówka, znaczy się cała scenka z Jackiem i jego okrętem :lol:
Niestety koniec znów jest otwarty, co zapowiada ciąg dalszy przygód piratówubolewam nad tym, to już może być przegięcie, nie może-będzie :dry: choć z drugiej stronyprzywiązałam się do Jacka :oops: i jest ta ciekawość co dalej??
Zakończę, jak Sparrow: Jo-ho i coś tam, coś tam :lol:

Właśnie przeczytałam, że drugą i trzecią część "Piratów z Karaibów" kręcono jednocześnie.
:shock: :shock: to zadziwiające jak bardzo zależało im na nakręceniu tych części, mimo jednoczesnego kręcenia, różnica między nimi jest kolosalna, na korzyść 3, jak dla mnie.
Miłego oglądania życzę :D



michnik:
PS. Po napisach końcowych znowu mamy bonusową scenę :> . Dla tych co przegapili - Akcja przenosi się 10 lat później, widzimy Keirę z synem na klifie i Orlanda wynurzającego się z otchłani, aby spędzić swój jedyny dzień na lądzie.

:shock: :cry: qurcze, a nas z kina wygonili zaraz po zakończeniu :x , ja siedziałam do połowy końcowych napisów, jakie śmule, a niech ich!! :dry:


PS. muszę powiedzieć jeszcze, że straszecznie podobała mi się scena gdy widzimy nos Deepa na białym tle niuchającego fitaszka :lol: no po prostu genialnie to wygląda :wink: Generalnie, sceny rozgrywjące się na plaży, na tym białym tle, okręt i sam Sparrow jak dla mnie bardzo kameralne sceny, całkowite skupienie na aktorze.

Poza tym rozbrajały mnie te jego wewnętrzne głosy sumienia upersonifikowne, a na statku, gdzie było ich tak duzo :lol: ten z kozą :mrgreen: ciekawy pomysł, a od strony wizualnej najlepszym obrazem wew. głosu był ten na statku u Devy Johnsa, ten w glonach co mózgu szukał "nie ruszać się, zgubiłem mój mózg" :lol:

I bardzo piękna, dosłownie majstersztyk, to scena, gdy Devy się wzrusza na wspomnienie dawnej miłości podczas gry, a z oka spływa mu łza, potem on się strasznie wkurza miałam skojarzenie z Hanibalem :wink:

_________________
Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia.


Ostatnio edytowano 27.05.07, 15:09 przez Sayuri, łącznie edytowano 1 raz

Kinoman
Avatar użytkownika
Właśnie wróciłem z seansu i mimo, iż nie jestem do końca zadowolony to jednak nieźle się bawiłem.
Strona audiowizualna filmu, krótko mówiąc zaje... znaczy się rewelacyjna.
Postaram się na szybko wyliczyć plusy i minusy
Minusy:
- Jak dla mnie trochę za długi, przez to niektóre sceny się dłużą (nie przepadam za filmami dłuższymi niż 2h)
- Motyw kalipso jakoś mi się nie spodobał na dodatek najpierw gada o zemście na piratach, a później znika i tyle ją widzieliśmy
- Mowa motywacyjna Elizabeth... otóż piraci postanowili walczyć za...wolność, zabrzmiało to prawie tak żałośnie jak końcowa mowa w
http://www.movieforum.pl/viewtopic.php?t=5723
- Co się stało z biednym krakenem? Czyżby dostał niestrawności po zjedzeniu Jack'a?
- Nie do końca podpasował mi humor. Generalnie wszystko w porządku, lecz niektóre sceny humorzaste tak jakby były skierowane do 12 latków (wiem, wiem film jest właśnie od 12 lat :) )
- No i standardowo pare scen do którym musze się przyczepić
Lord Beckett, ambitny dowódzca, nie boi się zawierać układłów z Davy Jonesem, pod sam koniec filmu nie potrafi z siebie wymówić nawet słowa... na dodatek jego zastępca wydaje rozkaz... opuszczenia statku, mogli chociaż wypalić raz z dział, bo mieli je przygotowane. Czarna perła mogła walczyć z Holendrem przez dłuższy okres czasu, a "Nieustraszony" poszedł na dno w moment. Na dodatek cała flota od razu po zatopieniu okrętu flagowego ucieka przed piratami, trochę to jak dla mnie bezsensu. Na dodatek wielka radość wszystkich piratów, którzy nie wiadomo gdzie byli podczas walki, no ale dzięki temu mogą przecież nadal gwałcić, łupić, mordować i rabować i szerzyć "wolność"

Plusy:
+ Jack Sparrow !!! To jest prawdziwy pirat. Zawsze kombinuje i myśli jak by tu osiągnąć zysk dla siebie. Nigdy nie wiadomo co zrobi za chwile. Choć jak się można było domyślić poświęca swoją wieczną "wolność" żeby uratować Will'a
A no i jeszcze tekst: - On to planuje czy improwizuje na miejscu?
Śmiem twierdzić, że planuje ;)
+ Ojciec Jack'a !!! Wprawdzie pojawia się tylko na chwilę ale tekst Co u mamuśki? mnie rozbroił 8)
+ Zjazd piratów i wybór króla :evil:
+ Keira w chińskich ciuszkach :chiniese: :evil:
+ Kapitan (?) Barbossa i jego sprzeczki z Jack'iem
+ Zakończenie... tego właśnie się spodziewałem Jack znów zostaje bez statku, ale nie jest tak źle, bo jak widać przewidział to i zabrał mapę, no i zostawili go w cywilizacji a nie na bezludnej wyspie.
Natomiast dzielny i cukierkowy Will dostaje to na co zasłużył, czyli raz na 10 lat może się spotkać ze swoją żonką


Generalnie film cacy ale mógłby być troszkę krótszy.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
bAStek:
- Mowa motywacyjna Elizabeth

:dead: o, tak, zapomniałam o tym, to było do dupy. Niczym przemówienia prezydenta Busha. Ta jej mina, twarz, argumenty. Czyż to nie było piękne? :evil: bleh..

bAStek:
Motyw kalipso jakoś mi się nie spodobał na dodatek najpierw gada o zemście na piratach, a później znika i tyle ją widzieliśmy

No, znika, ale kto niby rozpętał tę burzę, sztorm i wir??to była poniekąd zemsta, najlepsi stoczyli walkę. Wydaje mi się, że dokonała swojej zemsty, jak każda kobieta( :wink: prawie każda), której złamano serce chciała się zemścić na niewiernym Devy'm Johnsie, i jej się udało, to było lepsze niż by dokonała tego własnoręcznie

bAStek:
Nie do końca podpasował mi humor

Co do tego humoru, to raczej go nie było, w takim rozumieniu jak ma miejsce w poprzedniej części. Tutaj humor jest czarny, gorzki, wynikający z beznadziejności sytuacji niekiedy.
O jakie "humorzaste sceny dla 12-latków" Tobie chodzi?

Co do Lorda B. to uważam, że zbzikował, był żądny władzy, przekonany o swoim sprycie, niepodważalnym zwycięstwie, myślał, że wszystkich trzyma w garści, że to on rządzi, był obłąkany i opętany chęcią panowania czego przykładem jest wspomniana przez Ciebie scena.

bAStek:
A no i jeszcze tekst: - On to planuje czy improwizuje na miejscu?

O, tak rozwalił mnie ten tekst :lol: ten żołnierz patrzy z takim podziwem i zachwytem w oczach wypowiadając te słowa :D
Ja zaś uważam, że te jego działania i numery to są wymyślone takie ad hoc :wink: to potęguje jeszcze odbiór jego osoby jako:
bAStek:
Jack Sparrow !!! To jest prawdziwy pirat


Jejku, muszę jeszcze raz to obejrzeć :D

_________________
Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia.


Ostatnio edytowano 01.12.07, 18:02 przez Sayuri, łącznie edytowano 1 raz

Kinoman
Avatar użytkownika
Sayuri:
Co do tego humoru, to raczej go nie było, w takim rozumieniu jak ma miejsce w poprzedniej części. Tutaj humor jest czarny, gorzki, wynikający z beznadziejności sytuacji niekiedy.
O jakie "humorzaste sceny dla 12-latków" Tobie chodzi?


Może, źle to ująłem.
Generalnie jest tak:
Sceny takie jak:
1. Co u mamuśki?
2. On to planuje czy improwizuje na miejscu?
3. Papuga opuszczająca okręt
4. Zjazd piratów

mi się podobały. Natomiast sceny:
1. Wystrzelenie małpy z armaty
2. Ślub Will'a i Elizabeth
3. Odrzut karła po wystrzale z bazooki

już mi się podobały zdecydowanie mniej, choć w zamierzeniu twórców miały dostarczyć nam salw śmiechu (przynajmniej tak mi się wydaje)


Kinoman
Avatar użytkownika
Obejrzałem i jeśli mam być szczery, czuję pewien niedosyt, nie wiem czy wynika to z tego, iż jest to ostatnia część (choć de facto reżyser zostawił furtkę na przyszłość) czy może z tego powodu, że poziom tekstów był moim zdaniem nieco niższy (ogólnie humor sytuacyjny nie wywiązywał się liniowo lecz były to pojedyncze sceny) czy może wreszcie z tego powodu, iż postać na, na którą liczyłem najbardziej, gdzieś nieco zniknęła... Cóż, taki los... ;] Mam niejak wrażenie, że film został nastawiony na akcję ;] tej nie brakowało ;] Świetna kreacja Rusha ;] gość dosłownie mnie powalił, jest to zdaje się najbardziej wyrazista postać w filmie... Wracając do wątku powyżej, brakowało mi w tym filmie Blooma, a liczyłem na to, że jego postać będzie się odcinała od innych, tymczasem, lekko się rozczarowałem.... Gdzieś nie bardzo też podobało mi się rozwiązanie pewnego wątku miłosnego... co zresztą już zostało tutaj zauważone...
Wspomnę jeszcze o Pannie Knightley... ma bardzo ładne nogi ;)

To chyba tyle... ;] generalnie tak jak mówiłem, czegoś mi było brak, ale film oceniam pozytywnie ;]

PS. Gdzie się podziały kobiety z takim temparamentem, jak grana przez Keirę, panna Swann?? ^^

_________________
Even the distance feels so near...
All for the love...
Love of you...


Pasjonat kina
Avatar użytkownika
Jestem pod niesamowitym wrażeniem. Coś niesamowitego. Super efekty, genialne sceny walki i ta muzyka. Po prostu kunszt. Wprawdzie nie podobały mi się pewne wstawki komputerowe - pachniały kiczem, ale da się przeżyć.
Zwłaszcza to, że czekałam 15 minut aż się napisy zakończą, żeby zobaczyć ten film co jest jeszcze po nich. 10 lat później:D
Jestem zdecydowanie zadowolona.

_________________
http://www.travian.pl/?uc=pl6_20087


Kinoman
Avatar użytkownika
Było coś po napisach?? szlag... ale zonk...;l a ja wyszedłem z kina...;/

_________________
Even the distance feels so near...
All for the love...
Love of you...


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Rozczarowanie - tak mógłbym krótko skwitować ten film. Po niezłej jedynce, świetnej dwójce, nastawiłem się na delikatny spadek jakościowy, ale nie aż taki. Owszem, od strony technicznej wszystko jest cacy, na pozór na swoim miejscu, ale fabularnie jest już o wiele gorzej.

Tym razem losy bohaterów w ogóle mnie nie obchodziły. Te wszystkie zdrady zaczęły mnie po czasie tak wkurzać, że miałem ochotę wyjść z seansu. Miały to być zwroty akcji na wzór Prison Break, 24, czy co? Większość wątków (Luk Davey Jonesa, Sao Feng, Kalipso) przedstawione nieciekawie lub słabo wykorzystane. Miałem przynajmniej nadzieję, że się trochę pośmieję. Nic z tego, gdyż humoru było mało, a w większości przypadków dość infantylny.

Ale co było najgorsze to wszechobecna nuda. Jak na prawie 3-godzinny film to niewiele się działo. Nie sądziłem, że na Piratach będę się wiercił w fotelu. Liczyłem na to, że chociaż finałowa bitwa mnie urzeknie. Pff, płonne nadzieje. Co z tego, że wszystko to pięknie wyglądało, skoro zostało zrobione bez polotu i klimatu. Kompletnie nie mogłem się wczuć. Walka wydawała mi się chaotyczna i mało pomysłowa. Ogólnie miałem wrażenie, że część trzecia została stworzona na siłę, by móc dumnie mówić o Trylogii Piratów.

Gdybym był plagiatorem to bym mógł skopiować recenzję z FW - w pełni się zgadzam z autorem. Mimo że finał zapowiada kolejne odsłony to mam nadzieję, że takowe nie powstaną (a przynajmniej nie jako przeciągana trylogia).

ps. Na dodatkową scenę nawet nie miałem siły czekać.
ps2. Moją wypowiedź bierzcie z przymrużeniem oka, bo od kilku tygodni mam kiepski nastrój, więc może to wpłynęło na odbiór filmu.

_________________
www.niezlekino.pl
www.willabaca.eu


Ostatnio edytowano 29.05.07, 22:39 przez Azel, łącznie edytowano 1 raz

Fanatyk kina
Avatar użytkownika
w sumie dobre kino rozrywkowe choć cieńsze od dwóki no i oczywiście jednynki
kilka motywów ciekawych, a kilka na odwal się - jak choćby motyw z kalipso - jest sobie, jest pierdut i to by było na tyle bez sensownego rozwiązania (chyba że w kolejnej części)
Depp dalej daje radę, Rush też
Bloom dalej szczyt drewna, a Knightley rusza jedynie wargami, znadczy ciągle wpółotwarte -niby kusicielsko a wygląda na debila :P
Dużo więcej efektów i ropierduchy, choć mało sensownej (bo czasem pewne rzeczy są po prostu krzakami nie mogącaymi się wydarzyć, ale jak przyjmiemy pewną umowność no to jakoś przejdzie)

_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku


Moderator
Avatar użytkownika
"Klątwa czarnej perły" była niezłym filmem przygodowym. Prostym, ale ciekawym, efektownym, ale bez przesady. W dodatku całkiem nieźle wplecione zostały motywy horrorowe. "Skrzynia umarlaka" była tragiczna - długa i nudna. Ale pomimo, że nie lubię tej serii, poszedłem na "Kraniec świata". No bo skoro dwójka była inna niż jedynka, t jest szansa, że trójka będzie inna niż dwójka. Niestety, jest jeszcze gorzej.
Film trwa absurdalne trzy godziny, z czego trzy czwarte to do niczego nie prowadząca gadanina. To ma być film przygodowy? Raczej kostiumowy z odrobiną humoru. Praktycznie nic się nie dzieje, słowne potyczki bohaterów, pertraktacje, kłótnie i inne tym podobne wręcz usypiają. Trwa to ponad dwie godziny, potem mamy czterdzieści minut efektownej rozpierduchy i napisy końcowe, otwierające oczywiście drogę do części czwartej.
"Piraci..." cierpią moim zdaniem na jakiś przesyt. Wszystko jest więcej, szybciej, efektowniej... ale po chwili robi się to irytujące. Dodatkowo mamy krótką, ale raniącą uszy przemowę Elizabeth. Tak pustą i nic nie znaczącą gadkę słyszałem wcześniej jedynie w "300".
Rozumiem oczywiście, że piraci to film fantastyczno-przygodowy, i że wszelkiej maści nadprzyrodzone rzeczy są tu dozwolone, ale jakiekolwiek pozory sensu mogłyby tu zostać zachowane. 30=metrowa kobieta zamieniająca się w kraby i wywołująca wir wodny?. Litości.
Aktorsko nie jest źle. Jak zwykle świetny Rush, jak zwykle drewniany Bloom, Keira bez wyrazu, Depp, który od pierwszej części powtarza te same ruchy, więc staje się już nudny i irytujący i Yun-fat właściwie w epizodzie. Na plus mogę zaliczyć Zimerowska muzykę.
Tak więc zdecydowanie nie polecam. Bawiłem sie koszmarnie.

_________________
Ne fais pas cette tete, c’est toi qui me laisse la.


Pasjonat kina
Avatar użytkownika
Meriadoc:
Było coś po napisach?? szlag... ale zonk...;l a ja wyszedłem z kina...;/


Oj było, było... Nie tylko Ty. Ja dostałam wcześniej informację, żeby czekać do końca.
Nie będę spojlerować ani nic. Filmik trwał z 5 minut. Taki typowy happy end dla fanów Blooma

Cytuj:
Bloom dalej szczyt drewna

Nie powiedziałabym.

_________________
http://www.travian.pl/?uc=pl6_20087


Adept
Avatar użytkownika
A mi się bardzo podobało. Ot, i tyle. Film jest godnym zamknięciem trylogii. Jest mrocznie, jest miejscami makabrycznie, ale i zabawnie (ale nie ZA zabawnie - jak miało to miejsce w drugiej części). Film jest pełen akcji, a w dodatku ma całkiem sensowny scenariusz - tak jak w "Skrzynce umarlaka" każda postać zdradza każdego innego, ale tutaj wszyscy robią to dla jakichś swoich, w miarę jasnych dla widza, celach. Ale przede wszystkim rządzi aktorstwo. Depp jest znów uroczy, genialny Billiy Nighy bardziej przypomina siebie w mackach, Richards jako stary Sparrow nie przeszkadza, ale chyba najwspanialszy z tego wszystkiego jest Geoffrey Rush, którego Barbossa jest wyśmienicie szalony. Do tego wspaniała - dosłownie wciskająca w fotel - końcowa potyczka (bardzo szkoda, że nie bitwa), zgrabna muzyka Zimmera, sporo niepotrzebnego patosu i dużo humoru. I już. Świetny film. Naprawdę.

_________________
But they`re here. They`re fire is back in the Universe. Let it burn, high and bright. To be seen by friend and foe. The Jedi have returned.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Jestem bardziej skłonny przyznać rację Azelowi niż tym, którzy są filmem zachwyceni. Bo filmem również na swój sposób jestem rozczarowany. Przede wszystkim wkurza długość. Spokojnie można było wyciąć z tej produkcji z godzinkę. Film tylko by na tym skorzystał. Bo za dużo w nim bezsensownego pieprzenia o niczym. Do tego od mniej więcej środka tej produkcji, leci taka zamuła z ekranu, że się zwyczajnie nie da wytrzymać (mnie ogarnęła senność).

Azel:
Jak na prawie 3-godzinny film to niewiele się działo.

Zgadza się. Zdecydowanie za mało się działo. Sama końcowa rozwałka 20 minutowa to naprawdę niewiele. Już pomijam te pozostałe krótkie akcje bo w poprzednich częściach były lepsze i ciekawsze.

Jednak pomimo tego całego rozczarowania i wielu minusów, których najzwyczajniej w świecie nie chce mi się wymieniać, są też plusy dla których film można obejrzeć i mieć z niego radochę. Choćby parę świetnych kreacji: Rush, Richards (za mało!), Yun-Fat (postać kompletnie niewykorzystana a tak uroczo mroczna :>) czy też śmiesznych scen. Zadowalają również efekty specjalne, które standardowo stoją na bardzo wysokim poziomie no i najważniejszy element - muzyka Zimmera, która kosi wszystko co popadnie.

Osobiście mam nadzieję, że kolejna część nie powstanie. Deep już nie poraża oryginalnością a przesyt piratami niestety nastąpił (u mnie naturalnie). Zgodzę się jedynie z tym, że w kategorii kino przygodowe, "Piraci" konkurencji nie mają i pewno długo mieć nie będą. Szkoda, że cała trylogia nie była tak świetna jak część pierwsza.

_________________
Self improvement is masturbation. Self destruction is the answer.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
A mi w ogóle nie przeszkadzały te trzy godziny, jak na Spidermanie po dwóch godzinach zaczęłam spoglądać na zegarek tak tutaj nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Bawiłam się wyśmienicie i chyba powtórzę seans :naughty: Co oczywiście nie znaczy, że film nie miał wad, wręcz przeciwnie ale na szczęście minusy nie przysłoniły mi plusów :wink:. Aczkolwiek czuję, że po drugim seansie będę już miała przesyt i chętnie będę wracać tylko do jedynki.

Pomijając wyżej wymienione zalety muszę dodać, że pozytywnie zaskoczył mnie Orlando Bloom. Nie wiem czy wpłynął na to stosunkowo długi odpoczynek od jego dokonań "aktorskich", czy może zaczął lepiej grać czy, co najbardziej prawdopodobne, lepiej mu skrojono rolę. W paru momentach był naprawdę niezły, chociażby w scenie w której pije kawę/herbatę z Lordem Beckettem, świetna scena. Dodatkowo jego patetyczne teksty przejęła Keira więc też się biedaczek nie musi męczyć z drętwymi tyradami o odwadze, honorze czy wolności. Na koniec nawet żałowałam, że to on wyląduje na Latającym Holendrze, kompletnie się nie spodziewałam takiego zakończenia
A jeśli już mowa o gadkach o wolności to w pierwszym momencie też mnie rozdrażniła ta przemowa. Czy wstawka o wolności jest automatycznie wstawiana przed każdą filmową bitwą? "Freedom" w ustach Williama Wallace'a brzmiała wiarygodnie bo on naprawdę o to walczył. W przypadku piratów nie jest to już tak przekonujące. Ale pomimo tego jak później pokazali wciąganie bander na maszty to robiło takie podniosłe wrażenie. Niemalże jak watry zapalające się przed bitwą o Minas Tirith :wink:

A i jeszcze scena ślubu. Sam jej pomysł - porażka ale przeprowadzona całkiem fajnie, szczególnie jak do głosu dochodził Barbossa :D

Reszta moich spostrzeżeń już z grubsza została wcześniej wypisana więc nie będę powtarzać :)

_________________
Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym