Start Szukaj Regulamin MovieQuiz Filmy w TV Użytkownicy   Załóż konto Zaloguj się
Nowe posty Subskrypcje Moje posty Ulubione Ustawienia    
LepP
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Plakaty:
Doktor No #1.jpg

Twórcy:
Reżyseria: Terence Young
Scenariusz: Richard Maibaum
Johanna Harwood
Berkely Mather
Produkcja: Albert R. Broccoli
Harry Saltzman
Zdjęcia: Ted Moore
Muzyka: Monty Norman
John Barry


Obsada:
Sean Connery ... James Bond
Ursula Andress ... Honey Ryder
Joseph Wiseman ... Dr. No
Jack Lord ... Felix Leiter
Bernard Lee ... M
Anthony Dawson ... Professor Dent
Zena Marshall ... Miss Taro
John Kitzmiller ... Quarrel
Eunice Gayson ... Sylvia Trench
Lois Maxwell ... Miss Moneypenny
Peter Burton ... Major Boothroyd
Yvonne Shima ... Sister Lily
Michel Mok ... Sister Rose
Marguerite LeWars ... Photographer
William Foster-Davis ... Superintendent
Dolores Keator ... Mary
Reggie Carter ... Jones
Louis Blaazer ... Pleydell-Smith


Fabuła:
W filmie, który rozpoczyna serię przygód super agenta 007 James Bond (Sean Connery) wyjaśnia sprawę podwójnego morderstwa na Jamajce. Trafia do siedziby tajemniczego Dr. No, naukowego geniusza, który zamierza zniszczyć program kosmiczny Stanów Zjednoczonych. Poznaje piękną Honey Ryder (Ursula Andress) i toczy zaciekłą walkę z bezwzględnym terrorystą.
[Opis dystrybutora]


Podobnie jak przed premiera Cassino Royale rozpocząłem od początku ogladanie serii filmów z Bondem. Jeśli sił i wytrwałości mi starczy do listopada obejrzę i dodam wszystkie filmy z serii.

Dr No jest pierwszym filmem z serii stworzonej przez producentów Broccollego i Salzmana. Jako, że Cassino Royale zostało juz w 1954 sfilmowane przez amerykanów dla telewizji, a w postać agenta CIA Jimmiego bonda wcielił sie Barry Nelson, jako pierwszą do sfilmowania wybrali powieść Dr No.
Odtwórcą głównej roli został Sean Connery, mimo sprzeciwów Fleminga, który w roli Bonda widział Caryego Granta (mogło by być całkiem nieźle).
Mimo, że film nie jest jeszcze tak widowiskowy jak jego nastepcy, posiada wiele cech swoich nastepców. Napisy początkowe zostały stworzone przez Maurica bindera, który było odpowiedzialny za ten element w wiekszości późniejszych bondów. W czołówce zauważamy charakterystyczne tańczące cienie.
Bond popija Smirnoffa, oraz swoją ulubiona vodka martini.
Poznajemy M, Monneypenny, Felixa Lightera i Majora Boothroyda czyli Q, w tej roli tylko raz wystapił Peter Burton.
Jest też oczywiscie typowy dla serii złoczyńca, Dr No, członek organizacji S.P.E.C.T.O.R. z która Bondowi przyjdzie się zmierzyć jeszcze wielokrotnie.
Szczególna uwage warto zwrócic na główna kwaterę złoczyńcy, jest ona urządzona w bardzo charakterystycznym dla bondowych przeciwników sposób. Duze przestrzenie, połączenie naturalnych elementów wnętrza, takich jak skały z bardzo wyszukanymi dodatkami. Mozna odniesc słuszne wrażenie, ze złoczyńcy mieli tego samego projektanta wnętrz. Ken Adams juz od pierwszego Bonda zjął stanowisko production designer, jego praca miała ogromny wpływ na cała serię.
No i oczywiście dziewczyna Bonda, Ursula Andress, wcielająca sie w Honey Rider (typowe imie dziewczyn 007) scena wyjscia z wody w charakterystycznym bikini przeszła do historii.
_________________
LepP
----------------------------------------

Jestem INNY! Jestem DZIWNY!
Jestem ZŁY :evil:
azrael
Avatar użytkownika
Moderator
Mężczyzna
Klasyk, nawet nie pamiętam ile razy oglądałem to za małolata na vhsie, w kółko leciało.
Widac że wiele elementów z tego filmu przeszło na stałe do elementów Bondowych filmów.LepPwymienił kilka z nich :

LepP:
Napisy początkowe zostały stworzone przez Maurica bindera, który było odpowiedzialny za ten element w wiekszości późniejszych bondów. W czołówce zauważamy charakterystyczne tańczące cienie.


LepP:
Szczególna uwage warto zwrócic na główna kwaterę złoczyńcy, jest ona urządzona w bardzo charakterystycznym dla bondowych przeciwników sposób.

Mniej tu gadżetów i tym podobnych smaczków, jednak i tak jest ich obecnośc, są mniej wyrafinowane, ale są( w końcu to lata 60).

LepP:
No i oczywiście dziewczyna Bonda, Ursula Andress, wcielająca sie w Honey Rider (typowe imie dziewczyn 007) scena wyjscia z wody w charakterystycznym bikini przeszła do historii.

Fakt, a twórcy późniejszych części próbowali to skopiowac w "Die Another Day", jednak tam jakoś to nie zrobiło na mnie wrażenia.
Dziś równie przyjemnie ogląda mi się ten film, dobra zabawa.
_________________
Если очень захотеть можно в космос полететь
sarna23
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Ciudo :)
Wielokrotnie widziałem i czytałem kniżkę. W tej części jest sporo dramatyzmu, a mało typowo Bondowskich akcji z późniejszych filmów, gdy wszystko było możliwe.

LepP:
No i oczywiście dziewczyna Bonda, Ursula Andress, wcielająca sie w Honey Rider (typowe imie dziewczyn 007) scena wyjscia z wody w charakterystycznym bikini przeszła do historii.

oj tak, piękny seksapil i niezwykła siła bijąca od tej pani dały kopa Bondowi do działania ;) Wtedy to dopiero zrobiło wrażenie! A to wspomniane wrzucenie wypróbowanego motywu w późniejszym filmie to faktycznie blado wypadło.
Sean pokazuje się z dobrej strony, jest twardy i nieustępliwy. Taki cyniczny używacz życia, robi wszystko to co trzeba, ale nic ponadto w między czasie jak się da jakieś małe, lub WIĘKSZE bara-bara.

LepP:
Odtwórcą głównej roli został Sean Connery, mimo sprzeciwów Fleminga, który w roli Bonda widział Caryego Granta (mogło by być całkiem nieźle).

to prawda mogło być ciekawie i w dobrym stylu, ale dzięki temu "nieposłuszeństwu" Connery uznawany jest za najlepszego odtwórcę roli Bonda przez wielu fanów (i mnie też).
Tylko jedna rzecz bardzo, ale to bardzo mnie zawiodła wygląd tego mechanicznego monstra, który w książce opisany był jako coś bardzo zbliżonego do żywej istoty na tyle, że człowiek mógłby się przestrażyć nie na żarty i zostać "pożarty". Wiem że wtedy nie mieli takich ułatwiej przy efektach specjalnych jak dziś, ale moim zdaniem potraktowali to po macoszemu i byleby dalej przejść w kolejną scenę, a nie akurat tu straszyć
_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku
LepP
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna

sarna23:
wygląd tego mechanicznego monstra, który w książce opisany był jako coś bardzo zbliżonego do żywej istoty na tyle, że człowiek mógłby się przestrażyć nie na żarty i zostać "pożarty". Wiem że wtedy nie mieli takich ułatwiej przy efektach specjalnych jak dziś, ale moim zdaniem potraktowali to po macoszemu i byleby dalej przejść w kolejną scenę, a nie akurat tu straszyć


Nie czytałem książki ale sie zgodzę smok to naprawdę żarty, szczegolnie razi scena kiedy Urschula widząc ślady terenowych opon mówi, ze to ślady smoka Może zabrakło kasy lub czasu na dopracowanie. Film w porównaniu do dzisiejszych produkcji był robiony troche na wariackich papierach. Wielu aktorów (głównie aktorek) zatrudniono dopiero na miejscu, podobnie z lokacjami.
_________________
LepP
----------------------------------------

Jestem INNY! Jestem DZIWNY!
Jestem ZŁY :evil:
LepP
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Przypomniała mi się jeszcze jedna ciekawostka. to nie Sean Connery jest pierwszym aktorem wcielającym się w postać Bonda w filmie Dr No. W słynney gun barrel sequence, wystapił Bob Simmons
_________________
LepP
----------------------------------------

Jestem INNY! Jestem DZIWNY!
Jestem ZŁY :evil:
hoSe
Avatar użytkownika
Fanatyk kina
Mężczyzna
Gdyby nie wczorajszy ponowny seans Casino Royale to "Dr No" oceniłbym inaczej. Porównywać obydwu filmów nie zamierzam,ale nowsza wersja mimo,że obejrzana w dość krótkim odstępie czasowym("Dr No" widziałem gdzieś w 199..) dostarcza masy emocji i zupełnie inaczej się ją ogląda,zupełnie.

Zestawienie takie jest przypadkowe. Przeglądając program natknąłem się akurat na Bonda. W niedzielę natomiast przeskok o dekady i Pierce Brosnam( nie mam pojęcia dlaczego taki rozrzut..)

Powracając do sedna sprawy to było nieco nudno. Lekko śmieszyły stare,statystyczne ujęcia,a zwłaszcza rozpoczęcie części scen. Bond jakiego wolę i zmysłowa "dzikuska" Ursula oraz znany motyw przewodni nigdy się nie znudzą. Historia w starym dobrym stylu(swego rodzaju dochodzenie,pościg,kolejne romasne Bonda) ma swój niewątpliwy urok,jednak po Craig'owskim pif paf bum bum człowiek musi się przestawić czy przygotować na inną konwencję.

Stare Bondy mają to do siebie,że można je oglądać i oglądać. Też tak jak LepP zamierzam zrobić sobię powtórkę wszystkich części. Czy będę równie chętny po raz kolejny oglądąć Craig'a to już nie byłbym taki pewien. Się zobaczy. Oby

© 2003-2010 MovieForum.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oparte na systemie phpBB.
Partnerzy    Reklama