Terminator: Ocalenie

(2009) Terminator Salvation

Zaloguj
Fanatyk kina
Avatar użytkownika
7226818.2[1].jpg 7240363.2[1].jpg 7247542.2[1].jpg
Twórcy:
Reżyseria: McG
Scenariusz: David C. Wilson, John D. Brancato
Zdjęcia: Shane Hurlbut
Muzyka: Danny Elfman

Obsada:
Christian Bale :John Connor
Sam Worthington :Marcus Wright
Moon Bloodgood :Blair Williams
Helena Bonham Carter : Dr Serena Kogan
Anton Yelchin :Kyle Reese
Jadagrace :Star
Bryce Dallas Howard :Kate Connor
Common :Barnes
Jane Alexander :Virginia
Michael Ironside :Generał Ashdown

Fabuła:
W filmie "Terminator Ocalenie", którego akcja rozgrywa się w post-apokaliptycznym roku 2018 występuje Christian Bale w roli Johna Connora, człowieka, którego przeznaczeniem jest poprowadzenie ruchu oporu skierowanego przeciwko Skynetowi i armii Terminatorów. Ale przyszłość, w którą wierzy Connor zostaje częściowo zmieniona na skutek pojawienia się Marcusa Wrighta (Sam Worthington), obcego, którego ostatnim wspomnieniem jest pobyt w celi śmierci.


To już dzisiaj :)

Mimo wszystkich negatywnych recenzji, słabego wyniku w box office, narzekania za strony niektórych zatwardziałych fanów Camerona, którzy film skreślili na długo przed premierą, jestem dobrej mysli - nie oczekuję niczego więcej niż dobrej rozrywki. Dzisiaj zabieram się za T3 (T1 i T2 obejrzałem kilka dni temu), a na jutro zaplanowałem zwieńczenie tygodnia z Terminatorem w postaci seansu T:S.

Tymczasem premiera już się odbyła więc czas zacząć temat.

_________________
kolekcjonerdvd.pl

DVD NA SPRZEDAŻ
Kinomaniak
Avatar użytkownika
ja w ogóle niczego po tym filmie się nie spodziewam, więc nie mam ochoty nabijać kasy producentom i mnie w kinie nie zobaczą - jeśli w ogóle to obejrzę to może kiedyś na jakimś ripie, bo przypuszczalnie tyle film jest wart, po tym co można przeczytać i zobaczyć w necie

Ryane:
Ostrzegam, żeby tu się nie rozwinęła kolejna dyskusja na temat oczekiwań.
Do tego był temat w zapowiedziach.

_________________
For relaxing time, make it Suntory time


Pasjonat kina
Avatar użytkownika
Gieferg:
nie oczekuję niczego więcej niż dobrej rozrywki
.


I jeśli z taką myślą ktoś wybiera się do kina na nowego Terminatora, to dostanie tego 100 i 10 procent :) Film jest dosłownie przeładowany akcją, co nie znaczy że jest bezsensowny i reżyser postawił jedynie na wybuchu i strzelanie w filmie. Całość ogląda się bardzo przyjemnie i bez bólu. Już na samym początku filmu jest piękne wprowadzenie do filmu (scena w wiezieniu) niestety jedna z niewielu w których gra Helena Bonham Carter, a potem to już czysta akcja z przerywnikami na głębsze rozmowy o rozterkach bohaterów. Pojawia się tutaj nawet postać samego Schwarzenegera(niestety nie jest to on we własnej osobie, raczej jakaś obróbka komputerowa:P) Jeśli chodzi o grę aktorską nikt się specjalnie nie popisał, Bale przypomina trochę postać z filmu Equilibrium, Heleny zbyt dużo na ekranie nie widać więc ciężko coś na jej temat napisać. a liczyłem że będzie jej więcej :( świetny soundtrack, z kawałkiem Rooster - Alice in Chains w tle ;) Nie jestem fanem Terminatora dlatego nie będę porównywał tej części do pozostałych, zostawiam to wam ! Dla mnie była to przede wszystkim dobra rozrywka nie koniecznie intelektualna za to technicznie perfekcyjna.

_________________
"W obliczu zamieszania trzeba walczyć o swoje."


Ostatnio edytowano 06.06.09, 15:29 przez Zielak, łącznie edytowano 1 raz

Pasjonat kina
Avatar użytkownika
Zielak:
I jeśli z taką myślą ktoś wybiera się do kina na nowego Terminatora, to dostanie tego 100 i 10 procent :)


Tak też i ja dostałem :D Nie kryję że poszedłem tylko dla tego że gra tam Bale poza tym dobrej akcji nigdy za wiele. Tak więc pomijając całą tą pogmatwaną historię przenoszenia w czasie chronoportacji i innych pierdół to rozróba daje rade i przyjemnie się ją ogląda. Świetnie zrealizowana "siedziba" SkyNetu i scena więźniów prowadzonych z więźniarek trochę na kształt "nowego" Auschwitz...takie przynajmniej miałem skojarzenie Co do samego Arnolda to mu mordkę metodą CGI zrobili bodajże a ciało jest już od prawdziwego kolesia :mrgreen: Podsumowując. Dobre kino domowe porządny dźwięk i obraz i nic tylko czekać na DVD :D

_________________
Everybody's taking everything they wanna give
But when you're feelin sorry you're dyin right when you wanna live
But when you try so hard you ain't gonna get that far
Because in these times of fate you're realizing who you are


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się po obejrzeniu najnowszego "Terminatora" to gdzie był terminator? Nie było tu żadnego głównego przeciwnika-maszyny. Zamiast tego ekipa Connora walczyła praktycznie ze wszystkim co się da, ale nie było klasycznego antagonistycznego pojedynku, a bądź co bądź było to charakterystyczne dla poprzednich części i filmów akcji w ogóle. Z kolei rozpierduchy było tu co nie miara aż w pewnym momencie miałem już przesyt tego wszystkiego i chciałem obejrzeć spokojniejszą scenę bo mimo, że było efektownie te sceny z czasem stały się nudne. Brakowało mi spektakularnych akcji, które kojarzyłbym tylko z tym filmem.

Niestety Bale bez maski zaprezentował się aktorsko tragicznie i był sztuczny na każdym kroku. Arnie z CGI wyglądał całkiem nieźle i gdybym nie znał tej twarzy to bym się nie skapnął, że jest wygenerowana komputerowo.

Ogólnie jest bardzo słabo, ale na plus można zaliczyć motyw Marcusa. Maszyny popełniły taki sam błąd jak ludzie tworząc AI. Własny twór obrócił się przeciw nim wybierając człowieczeństwo. Fajna przewrotność, typowa dla tej serii.

_________________
Był wrzesień i Grunwald i było Lenino, był Narwik i Arnhem i Monte Cassino, Jagiełło, rycerze, lotnicy, piechota...

A wszystko spierd**** nam Andrzej Gołota.


Obserwator
Zapisałem się właśnie do tego forum, żeby wyrazić moją frustrację po obejrzeniu najnowszego Terminatora. W trakcie oglądania to nawet film mi się podobał, ale po seansie, im dłużej się zastanawiam nad tym co zobaczyłem, tym jestem coraz bardziej rozczarowany. Nie mam zastrzeżeń co do realizacji, czy gry aktorów, poszczególne sceny prezentują się całkiem nieźle, ale po zebraniu tego w całość, wychodzi fabularna nędza. Wybierając się do kina byłem nastawiony na dobrą rozrywkę i po początkowej sekwencji nabrałem nadziei, że będzie to to, czego oczekiwałem ale w miarę trwania seansu, nadzieje się rozwiewały.
Najbardziej zdenerwował mnie fakt, że Skynet wiedział od początku, kto jest ojcem Johna Connora. Przecież to całkowicie bez sensu. Z pierwszego Terminatora wiemy, że Kyle był w obozie (miał wypalony laserem numer na ramieniu) i uwolnił go John i wcielił do ruchu oporu. Przecież w takiej sytuacji Skynet od razu by go zlikwidował, a nie przetrzymywał jak to miało miejsce w Ocaleniu. Niby był on przetrzymywany, żeby zwabić Johna, ale po co? Gdyby Kyle był zlikwidowany, John by się nie urodził i byłoby po sprawie. Wiec podstawowa sprawa: tylko John powinien wiedzieć, kto jest jego ojcem, nikt więcej. Fakt, że w Ocaleniu było inaczej, rozwala dla mnie ten film całkowicie.
Druga sprawa - postać Marcusa całkowicie niepotrzebna, niby miał infiltrować ruch oporu, ale jego rola zakończyła się na tym, że poinformował Johna, że Kyle jest w obozie i wprowadził go do środka Skynetu. Ale gdy Skynet miał Kylea wystarczyło, żeby ogłosił to choćby przez megafon, żeby się John o tym dowiedział i próbował go wydostać. Ale po co Skynet miałby to robić. Jak miał Kylea, mógł go zaraz zlikwidować i po kłopocie.

Mógłbym jeszcze dalej tak wymieniać, co w Ocaleniu nie trzymało się kupy, ale straciłem ochotę w trakcie pisania, bo musiałbym zrugać każdy element fabuły. Zasadniczo nie polecam, no chyba że komuś wystarcza chłonięcie obrazu i dźwięku do tego, żeby się dobrze bawić na filmie. Ci, dla których ważna jest także fabuła, wyjdą z kina zniesmaczeni.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
No i wróciłem z kina.

Trudno mi ten film ocenić. W momencie kiedy zaczeły się napisy końcowe można powiedzieć, że byłem usatysfakcjonowany...mniej więcej. Nastawiłem się na dobrą rozrywkę - tej nie zabrakło. Niestety zabrakło czegoś innego - fabuła opiera się na bardzo kruchej podstawie John Connor ma ruszyć na ratunek swemu ojcu Kyle'owi - no to teraz tak:

1. Skąd u licha Skynet w ogóle wiedział o jego istnieniu?
2. Skąd wiedział jak wygląda
3. Po co trzymał go w zamknięciu zamiast natychmiast zlikwidować?

Dalej - Terminatory rzucające Johnem Connorem - owszem, Teminator w T1 też lubił sobie porzucać, ale ilez można? A już szczególnie kiedy jest się terminatorem pozbaionym nóg, wtedy rzucanie przeciwnikiem na odległośc 5 metrów nie wydaje się pomysłem zbyt błyskotliwym.


Dalej - brakuje tu przeciwnika - jednego, konkretnego przeciwnika. T-800 na końcu się nie liczy. W poprzednich częsciach zawsze był jeden konkretny przeciwnik, w takim Matrixie, gdzie również walczono z maszynami, reprezntował je zwykle jakiś konkretny przeciwnik. Tu tego nie ma i film na tym cierpi.

Dalej - w tym filmie nikt nie ginie na ekranie. O, przepraszam, ginie jakiś jeden przypadkowy więzień, ale poza tym? Owszem zdarzają się wybuchy, w których przypuszczalnie ginie sporo osób, ale to jest wojna u licha, jesli w Casino Royale czy Die Hard 4.0 dało się pokazać ginących ludzi to dlaczego nie w terminatorze??

cameo "Arnolda" - jak widziałem to na You Tube wydawało mi się całkiem udane, jak zobaczyłem w kinie to już nie tak bardzo. W sumie to średnio im to wyszło.

Zakończenie - Mogli sobie daować cały pomysł z poświęcaniem się Marcusa. Widac było, że to taka pozostałośc, po wcześniej planowanym zakończeniu w którym Marcus miałby założyć na siebie skórę martwego Johna i go zastąpić. O ile pomysł pierwotny wydawał mi sie megaidiotyczny, tak w pewnej chwili w filmie kiedy zdałem sobie sprawę jak się to skończy - czyli kilka sekund po tym kiedy John został przebity - pomyślałem że moze tamten pomysł był jednak lepszy...cóż, tylko przez chwilę, tak naprawdę to obydwa są niespecjalne.

A co było dobre - akcja, całkiem solidna dawka efektownej akcji - przy czym znowu, o ile pościg z udziałem Marcusa i Kyle'a był bardzo fajny, to już końcowa konfrontacja nie umywa się do tych z T1 i T2.

Muzyka - słuchając soundtracku wydała mi się nijaka. W filmie ok, może być, słuchac oddzielnie jej raczej nie będę, ale daje radę.

Aktorstwo - Yelchin, który chwilami nawet mówił jak Biehn i spisał się na medal (zaczynam gościa lubić), Worthington, którego dało się polubić i Ironside, którego zawsze dobrze zobaczyć. Bale i kobitki - nic specjalnego.

klimat i kolorystyka - wizualnie film prezentuje się bardzo przyjemnie

Bardzo miły "smaczek" w postaci You Could Be Mine

Efekty specjalne - dobre, ale bez rewelacji i przełomów, nieco rozczarował mnie T-800 w końcówce, szczerze mówiąc to nie widziałem tych 200 milionów $ na ekranie.


O ile po seansie T3 wychodziłem w kina w pełni zadowolony, z poczuciem że oto seria została zamknięta w świetny sposób tak tutaj wyszedłem z wrażeniem, że oto serii tej coś się do d*** przykleiło ;) Nie no, teraz przesadzam, nie było tak źle - a więc wyszedłem z wrażeniem że oto obejrzałem efektowny i przyjemny dodatek do serii o Terminatorze, niestety niezbyt przemyslany i w gruncie rzeczy niepotrzebny.

Z ocena jak już pisałem mam spory problem - ten film to dla mnie coś jak Spider-Man 3 - gulty pleasure - ogląda się dobrze, ale trzeba wyłączyć mózg żeby nie widzieć dziur w fabule. DVD kupię żeby mieć na półce całą serię, ale nikomu tego polecać raczej nie będę bo to najsłabszy film w serii.

Ocena - niech będzie że naciągane 6/10, najwyżej się obniży po kolejnym seansie.


PS i jeszcze jedno - gratulacje dla ludzi którzy uznali (tu niby jest spjler, może przypadkiem ktoś jeszcze nie wie...) że ujawnienie że Marcus jest terminatorem w zwiastunach to dobry pomysł...

_________________
kolekcjonerdvd.pl

DVD NA SPRZEDAŻ


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Mimo że "czwórkę" fajnie się ogląda, ogólnie film rozczarowuje. O dziwo nie położył go McG jak się można było spodziewać, lecz scenariusz. Za dużo w nim błędów, by można przejść obok nich obojętnie - nie widać ich można w trakcie seansu, bo akcja non stop, ale po seansie z każdą minutą jest coraz gorzej.

Podobał mi się za to ukłon w kierunku dzieł Camerona:
- Schwarzenegger imo wyszedł świetnie (jeszcze ta fryzurka z T1) - cały czas miałem na twarzy rogal
- Guns'n'Roses
- Marcus uczący Kyle'a obsługi strzelby z przytwierdzonym paskiem
- Linda Hamilton - zdjęcie i głos

itp.

Od strony technicznej nie można niczego zarzucić. Dobre efekty (ale faktycznie nie powalające - gdzie te 200 mln?), świetny dźwięk - szczególnie robotów (choć nie da się uniknąć porównań do Transformers), niezła falloutowa scenografia. Muzyka niestety jakaś taka nijaka, a kultowy już motyw muzyczny wykorzystany do dupy.

Ogólnie jest przeciętnie, ale dopiero po kolejnych seansach ocenię czy gorzej, czy lepiej od T3.

Mirek09:
Co do samego Arnolda to mu mordkę metodą CGI zrobili bodajże a ciało jest już od prawdziwego kolesia


Ciało to Roland Kickinger - niektórzy mogą go znać z komediowego serialu "Nagi patrol".

maxinho:
nie było klasycznego antagonistycznego pojedynku, a bądź co bądź było to charakterystyczne dla poprzednich części i filmów akcji w ogóle


I dobrze, że nie było. Już w trzeciej części można było zauważyć, że ten motyw jest na wyczerpaniu. Kolejne jego ciągnięcie tylko dobiłoby serię.

Gieferg:
Zakończenie -


A mi się podobało drugie zakończenie, które było brane pod uwagę. Po szczęśliwie zakończonej akcji wszystkie główne postacie "świętują" w jednym pomieszczeniu. Nagle Marcusowi zapalają się czerwone oczka i wybija wszystkich w pień. To by było coś :mrgreen:

-- 07 czerwca 2009, 18:51 --

Aha, momentami dobijało mnie polskie tłumaczenie. Abstrahując już od "Kyleła Resseła" (sic!), jak może powstać dobre tłumaczenie, skoro tłumacz najwyraźniej dostaje listę dialogową bez oglądania wcześniej filmu? Przykład: w scenie, gdy Marcus stoi na "skrzydle" Hunter Killera i chce strzelić do drzwi by wypuścić więźniów bohater mówi "odsuń się", a przetłumaczono "zbliż się" (czy jakoś tak), bo tak brzmiało to dosłownie.

_________________
www.niezlekino.pl
www.willabaca.eu


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Tylko pięc osób z forum obejrzało ten film w premierowy weekend?

Cieniutko :P

_________________
kolekcjonerdvd.pl

DVD NA SPRZEDAŻ


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Gieferg:
Tylko pięc osób z forum obejrzało ten film w premierowy weekend?

Cieniutko :P


Tym bardziej, że otwarcie miał u nas bardzo dobre - ponad 140 tys. osób w weekend.

_________________
www.niezlekino.pl
www.willabaca.eu


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
A ja się podejmę próby załatania kilku dziur fabularnych w T:S:

Tak od soboty zastanawiam nad fabułą tego filmu, czytam rózne dyskusje i w sumie dochodze do wniosku, że jednak trzeba na to spojrzeć inaczej niż patrzyłem do tej pory (nie uznawałem żadnych alternatywnych linii czasowych) i inaczej niż patrzył na sprawy John Connor (który myślał, że jak zabiją Reese'a to sam zniknie).

Przeczytałem sobie wywiad z McG w którym wyraźnie stwierdził on, że mamy do czynienia z alternatywnymi liniami czasowymi, a dodatkowo Skynet jest tego świadomy.

I teraz po kolei:

- Skynet wie że Kyle Reese został wysłany w przeszłośc by ochronić Sarę
PYTANIE: Skąd?
ODPOWIEDŹ:
a) dane dotyczące Reese'a, lub zapisy z opowieści Sary Connor w Pescadero przetrwały, a będąc umieszczone w komputerze zostały przejęte przez Skynet podczas wydarzeń z T3. Sara powtarzała, że żołnierz z przyszłości był ojcem jej dziecka.
b) informacje te Skynet zdobył już później, być może nawet po tym jak Reese został wysłany w przeszłośc, po czym przekazał je samemu sobie w roku 2004 za pośrednictwem T-X

I dalej - Skynet chce dorwać Johna Connora, wie jednak, że usunięcie Reese'a tego nie zapewni (bo jedyne co w ten sposób osiągnie to usunięcie Connora w innej, alternatywnej linii czasowej, na tym etapie wojny Skynet dązy do zapewnienia sobie zwycięstwa przede wszystkim w swojej własnej linii czasowej, do tego jeszcze nie dysponuje technologią pozwalającą na podróże w czasie, wie jednak, ze w przyszłości będzie nią dysponował - co więc robi? "Podrzuca" ruchowi oporu listę, na której Reese jest na pierwszym miejscu w nadziei, że Connor zajmie się teraz poszukiwaniem Reese'a wystawiając się na cel. Oczywiście Skynet również poszukuje Reese'a (jego wygląd zna na podstawie źródeł wcześniej wymienionych - z przeszłości, lub przyszłości).

W końcu Skynet dociera do Reese i udaje mu się go schwytać.

PYTANIE: Dlaczego go nie eliminuje?
ODPOWIEDŹ: ponieważ wie, że w tej linii czasowej, nic mu to nie da, zamiast tego stara się więc wykorzystać go jako przynętę by schwytac Connora - co dalej to widzimy na filmie.

Nasuwa się innna wątpliwość:
PYTANIE: Dlaczego SKynet w ogóle wysyła Terminatory w przeszłośc by zlikwidować Sarę Connor skoro nic mu to nie da w jego linii czasowej?
ODPOWIEDŹ: Skynet sięga po desperackie środki, dopiero wtedy gdy w zasadzie wojna jest już przegrana i wie o tym (wiemy o tym z wypowiedzi Kyle'a w T1). Nie mogąc już nic z tym zrobić uznaje, że skoro nie wygra tutaj, to może spróbowac zapewnić sobie zwycięstwo w alternatywenj linii czasowej - wysyła więc Terminatory w przeszłość.

_________________
kolekcjonerdvd.pl

DVD NA SPRZEDAŻ


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
SPOILERY - radzę nie czytać przed seansem


Gieferg:
W końcu Skynet dociera do Reese i udaje mu się go schwytać.

PYTANIE: Dlaczego go nie eliminuje?
ODPOWIEDŹ: ponieważ wie, że w tej linii czasowej, nic mu to nie da, zamiast tego stara się więc wykorzystać go jako przynętę by schwytac Connora - co dalej to widzimy na filmie.


Moim zdaniem bzdura. Jakiej znowu linii czasowej, jeśli w danej rzeczywistości likwiduje się ojca Connora, to niemożliwe jest jego istnienie w tej rzeczywistości, w momencie śmierci Reese'a, Connora nie ma. Zwykły mechanizm przyczynowo-skutkowy.

Generalnie film trzeba podzielić na dwie części, część rozrywkową i część fabularną. Niestety na tą drugą trzeba przymknąć oko, żeby móc cieszyć się tą pierwszą. Wczoraj na seansie bawiłam się wyśmienicie, ale przede wszystkim to zasługa efektów specjalnych, muzyki, klimatu i Sama Worthingtona. Po seansie zaczęła się analiza fabuły i wyszło szydło z worka - scenariusz jest mocno niedopracowany, nawet w niektórych momentach bezsensowny. Niestety, ale to pierwszy Terminator, którego fabuła nie trzyma się kupy (pomijając jeden mały szczegół przyczynowo-skutkowy, ale nie będę pisać, bo to podważa w ogóle istnienie Connora).

Wprowadzono rewelacyjną postać Marcusa, do której przez cały film miałam wątpliwości dotyczące jej samoświadomości, czy samokontroli. Bardzo mi się podobała ta niepewność. Jednakże prawda jest taka, że powód dla której wprowadzono tę postać jest bzdurny jak cholera. Skynet wyjaśnia, że cel istnienia Marcusa to sprawdzenie Connora do jego siedziby, ale prawda jest taka, że to był czysty zbieg okoliczności. Motywacją Connora był Reese, a on przypadkowo został schwytany, no i przede wszystkim przypadkowo spotkał Marcusa. Pomijając fakt, że Marcus nie wiedział o co chodzi i nie miał jasno wyznaczonego celu, nie zrobił nic żeby osiągnąć oczekiwany rezultat przez Skynet i tak naprawdę w żaden sposób nie mógł tego osiągnąć. Skynet nie zostawił żadnej wskazówki, która skierowałaby Marcusa na jakikolwiek trop, którym mógłby podążać ( chociażby fikcyjny artykuł o badaniach, w którym pojawiłoby się nazwisko John Connor, cokolwiek). Fajny motyw z lewym sygnałem, dzięki któremu ludzkość podłożyła się, chociaż to się udało.

Terminator 4 jako film rozrywkowy sprawuje się rewelacyjnie, natomiast jako część tej zawiłej historii, która bądź co bądź łączy wszystkie pozostałe części ze sobą, niestety już nie. McG, spec od Aniołków Charliego zrobił co mógł, ale niestety zatrudnił scenarzystę-partacza, któremu tak bardzo zależało na kasie, że powymyślał pierdoły, cokolwiek wpadło mu do głowy, a potem McG ładnie je opakował. Fakt z początku tego nie widać, ale pod warstwą efekciarską niestety zalega syf. Jednakże kto by się tym przejmował, w końcu mogło być zdecydowanie gorzej.

_________________
Sometimes I can really be a monster. Today I'm just ..... a sea monster.


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
nyaa:
Moim zdaniem bzdura. Jakiej znowu linii czasowej, jeśli w danej rzeczywistości likwiduje się ojca Connora, to niemożliwe jest jego istnienie w tej rzeczywistości, w momencie śmierci Reese'a, Connora nie ma. Zwykły mechanizm przyczynowo-skutkowy.

no nie, to jest raczej klasyczny przykład dylematów z podróżami w czasie. Przecież skoro podczas podróży w przeszłość mógłbym zabić swojego ojca, to patrząc tym wspomnianym przez ciebie tropem nie mogę go zabić. Ale jak nie mogę, jak mogę? tylko ze wtedy przestanę istnieć.

_________________
Idioci usiłują na ogół wyglądać inteligentnie, mało jest osób wystarczająco inteligentnych, aby mogły sobie pozwolić na wygląd idioty.
www.filmbox.pl
http://youtube.com/watch?v=n6aCMgy0ES4 - ah, ach, och nic tylko umrzeć przy tym kawałku


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
nyaa:
Moim zdaniem bzdura. Jakiej znowu linii czasowej, jeśli w danej rzeczywistości likwiduje się ojca Connora, to niemożliwe jest jego istnienie w tej rzeczywistości, w momencie śmierci Reese'a, Connora nie ma. Zwykły mechanizm przyczynowo-skutkowy.


Nie, zależy to od tego, którą teorię na temat podróżowania w czasie bierzemy pod uwagę. Sęk w tym, że w taki sposób można wytłumaczyć każdą bzdurę. Nic nie wynika z samego filmu - to raczej próba bronienia dziur w scenariuszu.

_________________
www.niezlekino.pl
www.willabaca.eu


Fanatyk kina
Avatar użytkownika
Cytuj:
Nic nie wynika z samego filmu - to raczej próba bronienia dziur w scenariuszu


No dokadnie. To próba bronienia dziur w scenariuszu i nic więcej :)

Film by mi się nawet podobał, gdyby nie te dziury, więc kombinuję jak na niego patrzeć by raziły jak najmniej - tym powinni się zając filmowcy, ale skoro zawalili sprawę... :mrgreen:

Cytuj:
Moim zdaniem bzdura. Jakiej znowu linii czasowej, jeśli w danej rzeczywistości likwiduje się ojca Connora, to niemożliwe jest jego istnienie w tej rzeczywistości, w momencie śmierci Reese'a, Connora nie ma. Zwykły mechanizm przyczynowo-skutkowy.


To tak nie działa.

McG i spółka zastosowali mechanizm zblizony do tego jaki mieliśmy okazję widzieć w ostatnim Star Treku.

Jego własne słowa:
Skynet is aware of the alternate futures, and the way that we play it is in the spirit of parallel worlds, as theorized by Einstein

Czyli - w momencie zajścia podróży w czasie i zmieniania czegioś w przeszłości powstaje alternatywna i niezależna linia czasowa - świat równoległy w którym wydarzenia biegną innym torem. Zauważ, że w T2 doszło do wydarzeń, które niejako wymazały przyszłośc z Dniem Sądu w 1997 roku, a mimo tego ani Uncle Bob ani John którzy (bezpośrednio i pośrednio - John) z niej pochodzili jakoś nie zniknęli ani nie ulegli żadnym zmianom. Dlaczego? Bo ta przyszłość nadal istniała, ale w ich linii czasowej ukształtowana została alternatywna rzeczywistośc, w której dzień sądu nastąpi później.

Od razu zaznaczam, że zawsze preferowałem inne rozumienie motywu podróży w czasie\, mniej więcej takie o jakim mówisz, a zarazem takie jakie prezentuje John, który boi się, że zostanie wymazany. Ale twórcy T:S nie dają mi specjalnie wyboru - ich interpretacja jest inna i jesli się jej nie trzymamy to film traci sens.

Cytuj:
ale niestety zatrudnił scenarzystę-partacza, któremu tak bardzo zależało na kasie, że powymyślał pierdoły, cokolwiek wpadło mu do głowy


A wiecie, ze winny jest nie kto inny jak Bale, który nie chciał grać Marcusa jak mu proponowano tylko koniecznie Johna Connora?

Wyjasnienie tego i wielu innych spraw znajdziecie w tym artykule: KLIK
To miał być całkiem inny film, czy lepszy to kwestia dyskusyjna, bo pierwotny scenariusz był o wiele bardziej kontrowersyjny.

_________________
kolekcjonerdvd.pl

DVD NA SPRZEDAŻ



cron